Historia prawdziwa o tych innych



O wiatrówce Slavii i pewnej wizycie opowieść


Witam wszystkich zawodowców jak i początkujących strzelców. Historia ta jest poświęcona zdarzeniu które zupełnie nie miało miejsca 9 stycznia 2009 r. po godz. 20.00. Tyczy się oczywiście tajemnej organizacji firmy „Cak” i innych tego typu rzeczy. Zbieżność osób, miejsca oraz pseudonimów jest jak najbardziej przypadkowa i zrodzona w głowie nie do końca ogarniętego młodzieńca.

Występują:
- Młody (ten co kupił sobie Slavię i jest fajny - nie mówię, że to ja)
- Pocztex (był kurierem poczty Polskiej, ale wolał strzelać)
- Ziomek (właściciel Tośka, fajny gość)
- Tata Zakładacz (nie wiem dlaczego, ale tak trzeba na niego mówić, podobno jest odpowiedzialny za to całe zamieszanie).

Zdarzenie o którym mowa miała miejsce w Warszawie, gdzieś przy zajezdni autobusowej. Młody, zafascynowany pukaniem do puszek itp. celów udawał się właśnie do bunkra na tajemnicze spotkanie z Pocztexem. Telefonicznie ustalili datę, miejsce oraz godzinę spotkania, w celu oględzin nowego nabytku Młodego. Przed wejściem stał jeszcze jeden gość, zwał się Ziomek. On tez czekał na mistrza śrubki i smaru. Gdy zeszliśmy po schodach, ujrzałem kartkę:
„HW, Dianki itp. emulatorów, wiatrówkopodobnych nie naprawiamy”.

Na naszych twarzach zarysował się wyraz zdziwienia, ale poza tym wrażenie miejsca urzekło nas. Czysto, ładnie, każda rzecz miała swoje miejsce. Z grzeczności przywitałem się, zaznaczyłem o co chodzi, przeszliśmy do dziania. Na blat poleciała Slavka 634 z której jestem dumny. Pocztex opowiadał nam o swoich przeżyciach, historiach dziwnej treści, ogólnie o całokształcie. Jako świeży w tym temacie miałem mało do powiedzenia, lecz nie miałem się co wstydzić, każde pytanie zostało precyzyjnie wyjaśnione. Skopciliśmy kilka petów mentoli i rozmowa dalej się toczyła. Pocztex powiedział mi, że mogę postrzelać z Tatą gdy będzie miał chwile czasu, gdzieś w terenie. Tak się złożyło, iż mieszkamy niedaleko siebie i kontakt jest dość łatwy. Zaznaczył jednak:
- Tata puka tylko w zimę, to jego sezon, nie uznaje wypadów w upał
- Hehehe, to ładnie - uśmiałem się, a on na to:
- Taki trochę leniwy jest, woli survival, maczo z niego.

Nie komentując więcej, dalej rozglądałem się po jego pracowni i doszedłem do wniosku, iż jest prawdziwym fanatykiem militarnym. Wszędzie wisiały plakaty znanego portalu Militarni.org, Gusy.pl i jakieś tam jeszcze. Spoglądał na mnie ze zdziwieniem oraz rzekł :
- Militarni.org to jest firma, biorę od nich towar do moich Narkomani Dzierganych, Magnumów Sport, i innych w pełni niemieckich, profesjonalnych, wiatrówek. A z twoją Slavią też sobie poradzimy. Trzeba było kupić ode mnie magnumka z lunetka Gamo 4x40, super zajebiaszczy sprzęt. Tata tez taką ma.
Nie odpowiedziałem nic, lecz zastanowiłem się na swoim wyborem, czy aby na pewno był słuszny?? Hm...
Nagle zadzwonił telefon, okazało się, że to moja kobita z awanturą, gdzie jestem i za ile będę. Wychodzisz w interesy, a tu Ci żona dzwoni: „Kochanie, za ile będziesz w domu?? Stęskniłam się, smutno mi...”
Sielanka nie trwała długo, Pocztexa telefon też bzykną: „Dzwoni Kochanie”.
- Cio tam Śkarbie?? Tak, tak nie będę siedział długo, jeszcze cos zrobię i będę. Na pewno, nie martw się, zrobiłem zakupy i też Cię kocham.
- Muhahahah, sory ale nie mogłem się powstrzymać. Dobry farmazon, ale działa, jak widać!!
- Ach te kobiety, ale bez nich tez źle.
- Skończyłeś Pocztexie?? Bo mi spieszno, żony nas wzywają, wiesz jak jest...
- Spoko, spoko, kurczę już kończę smarowanko, zabieramy się za Tosia. Tsza będzie go napufać, ale jak? Mam pomysł jak nie da rady pompka to użyję swoich super mocnych płuc, jakieś 50 barów będzie stykać.
- To git - powiedział Ziomek - ja sobie postrzelam z młodego Slavki, a Ty działaj mistrzu.
- Jedziemy...

I tak się zaczęło... 20.30, 21.20, 22.00, 22.15, czas leci, a tu nawet 1 bara ni ma. Telefony się urywają, kobity złe, a na dodatek uciekł mi bus do mojej mieściny. Tragedia, mówię:
- Pocztex, źle jest, busa ni ma, a my tu gadu gadu, w sumie fajnie jest, ale co dalej?
- Nie martw się, kurczę damy rade, będzie git. Na poprawę humoru masz tu paczuszkę śrutu, tarczę, bo walisz z otwartej, hm... aa i jeszcze butlę oleju z pierwszego tłoczenia PKB, żebyś dbał o swoje cacko...
- Ale umówiliśmy się tylko na lekki tuning i wymianę bebechów, nie mam więcej kasy. Wariat z ciebie...
- Spoko dam Ci to w gratisie i znaj me dobre serduszko które puka w rytmie cza cza!! I o transport się nie martw, podrzucę Cię do Żerania, żebyś nie doginał na tym śniegu, Tata by z buta już gnał, wiesz mówiłem Ci.
- Nie no to super fantastycznie, jak tak to ja mogę posiedzieć.
I tak to się miej więcej odbyło. Pocztex nie dał rady napufać siłą własnych płuc Tośka, wiec odłożyliśmy to na jutro. Zadowolony z transakcji i poprawy sprzętu usiadłem na sofie wyłożonej skórą (w takiej firmie to podstawa, o klienta trzeba dbać), czekałem. W końcu każdy zebrał swoje graty i wyszliśmy z tajemnego bunkra „Cak”. Chwile pogadaliśmy i każdy z nas zasiadł do auta czekając na powrót do domu. Ferrari Pocztexa, choć nie czerwone ale sportowe, odpaliło z kopyta, nawet nie musieliśmy go odśnieżać, funkcja „Clean Snow” o to się już zatroszczyła. Po drodze burzliwych konwersacji, dojechaliśmy do Żerania, a Pocztex oznajmił mi:
- Młody, masz kurczę jakiegoś busa z tego Wygwizdowa?
- Słuchaj, coś mam, ale za ile to Ci nie powiem. A chcesz poczekać ze mną?
- Hmm... no kurcze nie wiem, tak dobrze Ci z oczu się patrzy, wiesz, podrzucę Cię do Legionowa!!
W tym momencie moja skromna szczęka opadła mi na czarna tapicerkę sportowego Ferrari. Nie dowierzałem, że gość widząc mnie pierwszy raz na oczy zrobi taką przysługę. Ale co, liczy się gest.
- Spoko, kurcze żona poczeka, i tak mi nie uwierzy, że byłem w Legionowie, wiec co mi tam.
-Aha.

Myślałem ze Pocztex chce mnie gdzieś wywieść, do lasu, zabrać mi Slavkę czy coś tam. Tysiące myśli na minutę co to będzie, czy dojadę, itp. Ale jak się okazało cało i sympatycznie dojechaliśmy do domu, wymieniliśmy parę zdań, każdy udał się w swoja stronę. Pełny wrażeń oraz dobroci kurcze Pocztexa, wróciłem na kwadrat, przytuliłem się do niej i zapadłem w długi, ciepły i kolorowy sen...


Wiatrówki to nasze hobby, Historia prawdziwa o tych innych. Wiatrówki Slavii i pewnej wizyty opowieść


Koniec.


Autor: Konrad „Konr4DiX” Piątek
Zdjęcia: autor


portret użytkownika Konr4DiX

Normalnie wszystko jasne..

Normalnie wszystko jasne.. Hehehe.. Nie ma to jak Konr4Dix przez Duże X :)

 


Pokorny Ancymon..