Nio i MASH...



To nie jest kolejna historyjka o Tych, co myślą, że mają...


Wyszedłem z domu gdzieś około godziny 17, wsiadłem w auto, i małymi krokami przemieszczałem się w stronę stolicy. Podążałem na kolejne spotkanie naszej organizacji nie mającej nic wspólnego z niczym. Kolejne miejsce naszego spędu nie było już w bunkrze. Tym razem postanowiliśmy się umówić w bardziej mniej stresowym, tajemniczym miejscu, po prostu w knajpie. CBŚ, ABW, PiS, PO, PFTA nawet, nie domyśliło by się, że tam będziemy. Zawsze szukają nas w ciemnych miejscach, na zawodach, chcąc wyłudzić niepoczytalne zachowanie, po prostu żeby być winnymi i nic nie robiącymi. Ale to taka oddzielna historia. Pub gdzie obradowaliśmy nazywał się "Mash drobne" i było tam miło. Sceneria, hmmm... klasyczna, ciekawa, muzealna, lecz nie militarna. Wszędzie kwiaty, łagodne obrazu łani na polanach, czapkach z okresu MPo.


Wiatrówki to nasze hobby. Nio i MASH.


Nie lubimy przemocy, pistoletów, bardzo wrażliwi z nas mężczyźni, po prostu nie wypada... Mówimy STOP rozporządzeniom!!!
Na miejscu zastałem Pocztexa i Wójta. Przywitałem się jak należy, małe przytulano (po męsku, żeby nie było że my to "Chen nie teges") i zasiadłem. Reszta wrażliwych, dołączyła wkrótce. Był Tata Z, Moby, Mincek. Każdy przed obradą zamówił sobie po talerzu gorącego jadła, popdiła i zapalił PFTE, przepraszam, peta. Jako nieliczny z naszego grona zachowałem męską postawę i zamówiłem piwo. Zaczęliśmy rozmowy, jako Ci wybrani Ferfajni, dyskutowaliśmy na różnego rodzaju tematy. O podróżach za granice, sytuacji polskich rolników, historii polskiej sceny politycznej, bardzo pięknej, niczym okres romantyzmu. Każdy mógł się wypowiedzieć na dany temat, podać swoje argumenty, za bądź przeciw. Moja skromna osoba, która rzadko udziela się na forach (kilka postów na krzyż) dominowała w konwersacjach. Każdy z zaciekawieniem słuchał, niczym dziecię bajki do snu. Mijały godziny, minuty, a ja nadal snułem swe opowieści nie do końca pewnej treści. Gdyby nasze poprawne orientacje, koledzy zakochaliby się w mojej osobie. Dykcja, niski męski głos oraz sposób w jaki przekładam treści... czysta poezja. Brakowało mi tylko gładkiej, cieszącej oko twarzy Taty. Pocztex prawie chciał się bić o mnie ale... to tylko tak wyglądało. Rozmowa nadal trwała, nagle na stole wyładowało urządzenie do podawania, wody sodowej, polewarka.


Wiatrówki to nasze hobby. Nio i MASH.


Chłopcy pili i nadal słuchali. Ja oczywiście piłem piwo, bo nie wypada nie. Mincek prawie się upił tymi bąbelkami, myślę ze to było efektem dużej ilości CO2 40%, tejże wody. Z nieoficjalnych źródeł dowiedziałem się, iż kolega Mincek został napadnięty po drodze do domu. Biedaczek musiał czołgać się po ulicy, w panice tak myślę, aby uniknąć dalszej agresji napastników. W końcu jego dobra sąsiadka pomogła dodreptać mu w progi jego domu. Smutne, lecz prawdziwe. "Szkoda, że odwiozłem go pod sam dom", ale mądry Polak po szkodzie. Ja cały, podobnie jak i inni wrócili do swoich domów, z tym że ja nieco wcześniej. Ale i tak było fajnie, spotkać ludzi którzy rozumieją co się do nich mówi. Krotko, zwięźle i na temat bo po co owijać.

Tak to się toczyło, było bardzo milo, ale jak każda historia zawsze musi mieć swoje zakończenie. Nasze było upojne i wrażliwe. I nikt nie powiedział że to będzie koniec. Bo Ferfajni nigdy nie będą mieli końca...


Wiatrówki to nasze hobby. Nio i MASH.


Autor: Konrad „Konr4DiX” Piątek
Zdjęcia: kto tam był