Ostatnie pożegnanie Przyjaciela


W niedzielę, o 22-giej, po kolejnej operacji serca, zmarł nasz Przyjaciel, Opiekun i Mentor - Tomasz "Tsunamito" Wełnicki. W ostatni dzień stycznia A.D. 2011, o godzinie 13.30, w Kościele św. Katarzyny w Warszawie odbędzie się Msza Święta.


Wiatrówki to nasze hobby. Odszedł Tomasz


Prosimy wszystkich strzelców, bez względu na poglądy, sympatie i antypatie, by towarzyszyli swojemu Mentorowi w ostatniej drodze. Przecież WSZYSCY jesteśmy Jego dłużnikami, Jego uczniami, Jego dziełem...

Nie jest łatwo pisać o Przyjacielu w czasie przeszłym. Dla nas to jest ciągle czas teraźniejszy...

Lata minęły, środowiska strzelców wiatrówkowych i czarnoprochowych rozrosły się potężnie. Większość z nich nie wie nawet, że mogą uprawiać hobby m.in. dzięki "Tsunamito". Chciałbym przybliżyć im, o ile to możliwe, Jego postać.

Tomek był bardzo barwną osobą, Jego życie wystarczyłaby na kilka życiorysów. Uprawiał sporty, podróżował, śmiało czerpał z życia. Był aktywnym działaczem opozycji solidarnościowej, związanym ze środowiskiem katolickim, gdzie pozostał na całe życie. To też dało Mu wrażliwość i spokojną mądrość człowieka znającego Słowo. Był dziennikarzem w Watykanie, był też posłem AWS. Pracował jako prawnik, specjalista od praw autorskich... zresztą inni lepiej przedstawili Jego życiorys. "Amatorsko" był jednym z nielicznych specjalistów od prawa dotyczącego broni. Jego znajomość procedur legislacyjnych, szerokie kontakty towarzyskie, zrozumienie prawa pozwalało Mu stawać naprzeciwko powszechnie uznawanym dogmatom prawnym i wygrywać. Nie wahał się też, by stanąć przeciw innym w obronie prawdy i sprawiedliwości.

Przez całe życie walczył z pasją, obierał sobie trudne cele i ciężkich przeciwników: zawsze występował przeciwko łamaniu prawa, przeciwko układom i zmowom, przeciwko egoizmowi i nepotyzmowi. Ludziom, którzy łamali prawo odmawiał. Ci, którzy byli gnębieni przez prawo czy urzędy, ci, którzy byli niewinni - zawsze mogli na Niego liczyć. Wobec wrogów był zdecydowany, nieustępliwy, twardy - choć nie mściwy. Wobec przyjaciół był wymagający, sprawiedliwy i pomocny. Wielu z nas pomógł, zawsze angażując się całkowicie. Miał przy tym fantastyczne wyczucie taktu, starając się, by pomoc została niezauważona, by obdarowany nią był przekonany, że sam, z drobną pomocą poradził sobie z kłopotami.

"Tsunamito" był fantastycznym Nauczycielem. Opiekował się nami jak dziećmi, cierpliwie i przystępnie tłumacząc mechanizmy prawa. Nauczył nas to prawo rozumieć, czytać i analizować. Pilotował nasze działania, ucząc nas radzić sobie z zawiłościami procedur prawno-administracyjnych. Nie było w Nim pozy niezastąpionego, nie grzeszył pychą, nie pokazywał, że jest lepszy. Sprawiało Mu satysfakcję, gdy okazywaliśmy się pojętnymi uczniami. Tak też Go pamiętamy, jako "Profesora Tsu"...

Miał swoje wady, jak każdy człowiek. Przy jego poczuciu humoru, dystansie do siebie i świata, mądrości życiowej i pasji, która towarzyszyła każdemu Jego działaniu, nie miały one znaczenia. Tomek był przedziwnie wesołą osobą, w sposób nie pasujący do Jego życiorysu. Równocześnie prowadził wiele spraw, poświęcając swój niewielki czas, dzielony między pracę a Rodzinę. Jeździł, działał, walczył, żył pełną piersią...

Takim Człowiekiem był Tomasz "Tsunamito" Wełnicki. Ci, którzy Go nie znali, potraktują być może tą litanię jak nudną mowę pogrzebową. Ale to pozwoli zrozumieć nasze na Niego spojrzenie, naszą o Nim pamięć. Dlaczego KAŻDY powinien zapamiętać "Tsunamito"?

Gdy w 2002 roku wprowadzano nowelizację zakazującą całkowicie wiatrówek, Tomek przyszedł do nas i powiedział, że da się wygrać. I wygrał. Tak oto powstała nowelizacji ustawy o broni i amunicji z 2003 roku, dzięki której mamy normalne, gwintowane wiatrówki, normalną, przyjazną obywatelowi rejestrację broni pneumatycznej (to Jego majstersztyk), a także wrzucone bocznymi drzwiami repliki broni czarnoprochowej. Po całej sprawie napisał:
Były dwie opcje: jedna, że i tak nie ma sensu cokolwiek robić, bo zawsze wszystko jest do dupy (!) i my jesteśmy tacy mądrzy, a oni są tacy głupi oraz druga, że trzeba ruszyć tyłek, poszukać porządnych ludzi i powalczyć (tak pisałem? prawda?), bo jęczenie jest dla mięczaków (tu powinien być bardziej rasistowski epitet!), a walka dla mężczyzn. Wyszło na moje! Można! W Polsce też! Tylko trzeba chcieć coś zrobić, a nie chcieć coś dostać! Bo właśnie twierdzenie, że mnie się należy, bo ja tak chcę, jest czystym, krystalicznym przykładem umysłu komunistycznie zniewolonego.

Kolejną dużą sprawą, w którą zaangażował się bez reszty i z wielkim wysiłkiem, było odwołanie Rozporządzenie Millera.

Ciężką walką wypracował i stworzył majstersztyk z ustawy o wyłączeniu bezprawności posiadania bez wymaganego pozwolenia lub rejestracji broni lub amunicji przez osoby walczące o suwerenność i niepodległość Polski, która miała być tylko ustawą o abolicji powstańców warszawskich.

Bezapelacyjnie "Tsunamito" można nazwać Ojcem Opiekunem strzelectwa wiatrówkowego i czarnoprochowego.

Niestety, od kilku lat coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Ujawniła się wada serca, walczył ciężko by móc nadal pracować i żyć tak, jak chciał. W końcu niezbędna okazała się ciężka i ryzykowna operacja. Na skutek komplikacji konieczna była kolejna operacja... ale Jego serce już nie wytrzymało...

Jest tak wiele rzeczy, których nie zrobił, choć planował i o tym marzył. Spędziliśmy dziesiątki godzin rozmawiając o tym, jak powinno wyglądać prawo dotyczące broni. Tomek chciał zakończyć swoją karierę tworząc Kodeks Broni - jeden akt prawny, w którym zawarte by były wszystkie przepisy dotyczące broni, od produkcji, poprzez handel, po posiadanie. Kodeks, który nie zawierałby praktycznie delegacji do przepisów wykonawczych, by rozporządzeniami nie zepsuto dobrego prawa. Kodeks, który zezwalałby na wszystko, co dopuszcza dyrektywa unijna. "Tsunamito" śmiał się, że wtedy będzie mógł sobie położyć się na hamaku pod drzewem, z karabinem na piersi, na dobrze zasłużonej emeryturze...

Niestety, nie było Mu to dane.

Dla nas On zawsze będzie obecny. Nie jesteśmy w stanie przyjąć do wiadomości, że Go już nie ma. W końcu, do cholery, każdy strzelec pneumatyczny czy czarnoprochowy, każda posiadana wiatrówka czy broń czarnoprochowa, to dowód na to, że ciągle jest z nami. Tak długo, jak będziemy o tym pamiętali, nie umarł, a żyje pośród nas. To przecież tylko chwilowa, biurokratyczno-medyczna absencja...
Pamiętajmy więc. Cieszmy się z tego i brońmy naszych praw, tych, które dla nas wywalczył. Tych, którzy Tomka znali, jest wystarczająco wielu, by przypominać o naszym Przyjacielu. My nie zapomnimy i nie pozwolimy zapomnieć innym. A więc będzie wśród nas żył wiecznie...

Nam, którzy Go znali, ciężko jest powstrzymać się od żalu, od tych cholernych, męskich łez. Ale to zbyteczne. Wiele razy, podczas Jego choroby, śmiał się i namawiał, by po prostu wspomnieć o Nim, zabawić się dobrze i napić się Jego zdrowie - z nieodłącznym Jego toastem: ZA NAS Z WAMI, ZA CHUJ Z NIMI! I tak, do diabła, ma być. Przecież jęczenie jest dla mięczaków (tu powinien być bardziej rasistowski epitet!), a walka dla mężczyzn.


Wszelkie komentarze proszę umieszczać w temacie na Forum.

Na Forum znajduje się temat poświęcony dojazdowi i planowanemu spotkaniu po pogrzebie.