Przepis na zwycięstwo, made by Snajperka

Przemyślenia o zawodach FT/HFT - drobne, ale własne


Zapewne każdy strzelec, mniej lub więcej, zastanawia się co tu zrobić, żeby wygrać? Żaden poradnik strzelecki nie da nam dokładnego "przepisu" na wygraną, choć zapewne każdy chciałby go znać i zachować tylko dla siebie. Często jednak, w poszukiwaniu złotego środka, zapominamy o naprawdę prostych i podstawowych zasadach, bez których ani myśleć o zwycięstwie. Dlatego czasami warto zejść na ziemię i zamiast zastanawiać się, co tu zrobić żeby nic nie robić a jednak zgarnąć dla siebie upragnione trofeum, pomyśleć, co tu zrobić, aby udoskonalić swoją osobę a przede wszystkim swój wynik.

Aby Wam pomóc w tym trudnym zadaniu postanowiłam zebrać kilka naprawdę podstawowych porad, o których, niestety, moi drodzy towarzysze, bardzo często po prostu zapominacie, choć aż wstyd bierze kiedy musicie się do tego przyznać. Zanim jednak zacznę od ich wyliczania pragnę tylko przypomnieć, iż nie gwarantuję, że po ich spełnieniu nagroda będzie wasza, no bo... gdyby tak było nie starczyłoby dla wszystkich nagród, a poza tym, gdybym naprawdę znała sposób na wygrywanie, na pewno nikomu bym go nie zdradziła.

1. "No gdzie ja mam to zero...?"

Wbrew zasadzie, którą ja praktykuję, mianowicie nie znaniu swojego zera, tylko poprawek do danego celu (dla początkujących taka metoda rzadko się sprawdza), proponuję dokładne przestrzelanie karabinka kilka dni przed zawodami. Tak, wiem że brzmi to naiwnie, lecz chcę was przestrzec przed bardzo podstawowym błędem - mianowicie przed zerowaniem lunety tuż przed wyjściem na tor. Nawet jeśli wydaje ci się, że coś jest nie tak, mimo tego, że jeszcze wczoraj wszystko szło w środek - nie ma sensu niczym kręcić. W 90 % przypadków, strzelcy, którzy zmieniają nastawy lunety tuż przed startem, w trakcie zawodów osiągają gorsze wyniki, i wcale nie jest to statystyka wyssana z palca, lecz oparta na moich osobistych obserwacjach. Nie chodzi mi tutaj jednak o ewidentne sytuacje, kiedy wiecie że coś się przestawiło (przypadkowe kliknięcie czy coś w tym stylu), lecz o zwyczajne, kiedy siadacie na zero i dochodzicie do wniosku, że coś jest nie tak. Co zrobić w takiej sytuacji? Ja proponuję poproszenie bardziej doświadczonego kolegi lub koleżanki (żartuję oczywiście, mnie lepiej nie dawajcie :P) o strzelenie z karabinka, wtedy będziecie mogli się przekonać, czy to czasem nie jest po prostu wasz błąd związany ze stresem. Pamiętajcie - nie należy działać pod wpływem impulsu i nerwów, lecz z rozmysłem i zimną krwią.

2. "A może by tak zmienić sprzęt...?"

Zmiana sprzętu - jak najbardziej, ale dzień przed zawodami - absolutnie niedopuszczalne! Wielu z Was wydaje się, że gdy kupicie nowy, lepszy karabinek czy lunetę, od razu zaczniecie trafiać, bo po wystrzeleniu dziesięciu śrutów wszystko idzie idealnie. Nie dajcie się omamić złudzeniom! Aby dokładnie poznać możliwości wiatrówki/lunety należy poświęcić na to więcej czasu. A jeśli nie możecie go wygospodarować, nie miejcie pretensji do nowego sprzętu, lecz do samych siebie.

3. "A może by trochę potrenować...?"

Jeśli zależy Wam na oszczędzaniu i szkoda Wam lepszego śrutu na trening bo wolicie zostawić go sobie na zawody, nie najlepszym pomysłem jest trenowanie tym "gorszym". Nie znaczy to wcale że musicie cały czas strzelać z tego samego - warto jednak przygotować sobie poprawki i przestrzelać karabinek tym samym śrutem, z którego później korzystacie na zawodach i to najlepiej z tej samej paczki. Nie chodzi tu tylko o firmę produkującą śrut, ale także o kaliber, który także może wpłynąć na cykliczność strzałów. Dobrze jest więc oddać kilkanaście przemyślanych strzałów z dobrego śrutu, a później do woli pykać sobie z innego, niż bezmyślnie wywalać pudełko w nadziei na poprawę wyników. Często spotykamy się też z faktem, że nawet te same śruty, lecz z innych paczek są nieco odmienne, także nie zawsze warto pożyczać ten, którym strzelamy od kolegi.

4. "Kładź się... bo strzelam!"

Warto wbić sobie do głowy i zapamiętać raz na zawsze, że figurki do których strzelamy to tylko kawałki krzywo powycinanej blachy, i ani prośbą, ani tym bardziej groźbą nie sprawicie, że nagle cud zstąpi na nie i zaczną się przewracać. Oczywiste? A ile razy podczas strzelania, myślisz sobie - "O ty (...) zaraz cię położę!", albo, gdy jesteś pewny że trafisz bo wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują, a jednak figurka stoi jak nietknięta, twierdzisz, że to wina głupiego szczura/wiewiórki/gołąbka? Warto w takich sytuacjach przypomnieć sobie, że ten niczemu winny kawałek blachy ani myślał być dla nas złośliwy. I zamiast po serii nieudanych strzałów chodzić wkurzonym z rządzą mordu w oczach i dalej zaliczać blachy, uspokoić emocje i podejść do "zwierzaka" czysto materialnie - "jesteś tylko kawałkiem blachy, jak trafie ci w killzone na pewno się przewrócisz".

5. "Ale mi się nie chce..."

Zmorą wszystkich strzelców jest nuda, która zaczyna opanowywać towarzystwo gdzieś w granicach połowy toru. Głód, zmęczenie, ciepło/zimno sprawiają, że końcówka staje się dla nas męczarnią. Jak temu zaradzić? Wszystkich czynników nie da się wyeliminować, lecz warto czasem postarać się, aby przejście toru nie było dla nas karą czy smutną koniecznością. Nie czarujmy się, że na głodny żołądek będzie się nam lepiej strzelało - nawet jeśli prawdą jest to, że strzelanie "na czczo" powoduje lepsze wyniki, chyba lepiej zaliczyć te kilka blach więcej, niż w połowie toru paść trupem. Kawałek czekoladki jeszcze nikomu nie zaszkodził, a jakże może poprawić humor nam i naszym strzelającym towarzyszom. Warto także powstrzymać się od marudzenia, nawet jeśli naprawdę nam się nie chce - lepiej czasami sobie odpuścić i strzelać na luzie, niż spinać się i wywoływać niemiłą atmosferę wśród innych.

6. "Znowu się nie udało..."

Po kolejnych zawodach odjeżdżasz z niczym i wydaje ci się, że teraz prawo do triumfu mają tylko zwycięzcy? Nic bardziej mylnego! Gdy oni chełpią się zdobytym trofeum, Ty możesz pochwalić się czymś innym. Przecież nie tylko zwycięzcy zostają w pamięci innych za to, że byli najlepsi. Wielu jest takich, którzy nawet po przegranej potrafią wyjść z twarzą i zapisać się w pamięć innych zawodników. Niekiedy nasza postawa, nawet w drobnych gestach, może przyczynić się do tego, że zostaniemy zapamiętani i na pewno uszanowani. Oczywiście odradzam usprawiedliwianie się tekstami typu "co z tego że nie wygrałem ale i tak byłem lepszy od (...), któremu dziś wyjątkowo źle poszło choć jest taki dobry", chyba że w żartach, bo na ogół wywołuje to raczej negatywne odczucia. Jakiekolwiek usprawiedliwienia złego występu z rodzaju "nie miałem czasu przestrzelać lunety" czy "nie wiem co się stało bo powinno być dobrze" także nie działają zbyt zachęcająco. Zamiast tego warto czasami przyznać się do swoich błędów, lub po prostu powiedzieć, że po tym, jak mało się przygotowałeś, i tak jesteś zadowolony ze swojego wyniku (nawet jeśli nie będzie to całkiem szczere). Poza tym, przecież nie wszystko jest stracone - może na następnych zawodach pójdzie lepiej, a wyrobienie o sobie dobrej opinii zawsze się przydaje.

Na zakończenie pragnę dodać, abyście przyjęli ten tekst krytycznie i obiektywnie, gdyż nie są to jakieś maksymy, którymi kierują się wszyscy strzelcy. Bardziej doświadczonym na pewno to, co napisałam, absolutnie do niczego się nie przyda, mimo tego ci właśnie powinni dokładnie przeczytać piąty punkt. Mam nadzieję, że warto było zebrać wszystko w jednym miejscu, oraz warto, abym swoje obserwacje przekazała Wam - mam nadzieję, że może komuś z pomogą one w poprawieniu wyników ;). Jeśli macie coś do dodania to bardzo proszę - im więcej tym lepiej.


Autor: Martyna "Snajperka" Pindel