I HaHaFT w Sulejówku

9-10 lipca 2005 pod Sulejówkiem odbyły się zawody dla prawdziwych twardzieli



Zawody HFT w tonacji Hardcorowo-Masochistycznej odbyły się na terenie byłej jednostki rakietowej pod Michałowem. Dla niezorientowanych - jest to pod Warszawą.
Odbyłt się. Było śmiesznie. Było strasznie. Ale niech opowiedzą o tym uczestnicy... i organizatorzy.

[Yaro] Zaczęło się w piątek... niestety sytuacja w domu zmusiła mnie do przyjazdu w sobotę. Co się działo w ten piątek właściwie nie wiem, ale do myslenia dały zmarnowane twarze pijące łapczywie kefirek i wszelkie płyny.

[Cypis] No cóż....
Ja zawody zacząłem już w piątek koło południa od "biegu na orientację", zawodów na spostrzegawczość i refleks i hardcorowego konkursu literackiego na najszpetniejsze przekeństwo - czyli przejazdu w godzinach szczytu przez Warszawę.

Ledwo dotarłem na miejsce a Organizator w osobie Miłka (widać drażniło go że nic nie robię) wysłał mnie po beczkę z wodą, która okazała się 1500l cysterną, zapewniając jednocześnie wyprawę ciężarówką rozwijającą max 55km/h, przez kilkanaście kilometrów do jakiegoś księdza na jakiejś parafii.

Po powrocie (po jakiś 5 h) zastałem mocno wesołe towarzystwo przy ognisku, palące fajkę pokoju (czyli pijące z gwinta z jednej butelki). Tam też dowiedziałem się też kto jest Demonem Sexu.

Około piewszej w nocy zjawił się nagle el Comendante z karabinkiem i za pytany co robi odparł że idzie sobie postrzelać a następnie zniknął w lesie. Za jego przykładam poszli inni i pykaliśmy sobie do realnych i wyimaginowanych celów aż zaczęło świtać...

Wracając koło przygasającego ogniska ktoś mnie owarczał. Myślałem że to jakiś pies przybłęda wyżera resztki kiełbasy z ogniska. Na całe szczęście był to tylko Jarek który zasnął tam gdzie siedział i chrapał niemilosiernie.

Nad ranem towarzystwo mocno spragnione kawy zaczęło eksperymenty w bunkrze z benzynową kuchenką - prymusem.

Byliśmy tak zdesperowani by ją uruchomić i zagrzac wodę na kawę, że gotowil bylismy podpalić bunkier w którym kuchenka stała, a który na nieszczęście Miłek wybrał sobie na noca kwaterę i ani myślał się obudzić. Po krótkiej walce kuchenka wreszcie się zapaliła. Dosłownie. Siknęła benzyną, zaczęła płonąć i chlapać płonacą benzyną wokół... Płonąca benzyna płynęła w stronę śpiącego Miłka.
- Miłek! Wstawaj. Benzyna się zapaliła i płynie do ciebie.
- Dajcie mi wreszcie spokój - i obrócil się na drugi bok.
Ugasilismy ją piaskiem. Dzieci, nie budźcie tak swoich tatusów w domu. To nie działa.

[Lars] Budzik zadzwonił o 4:50 w piątkowy ranek, równo po godzinie od czasu, jak się położyłem? normalnie chciałem go rozwalić. Ale na samą myśl o wspaniałej imprezie przeszła mi agresja i budzik służy mi nadal...

2-godzinna podróż pociągiem minęła jak z bicza strzelił. Z Wa-wy odebrał nas Jarus220 (wielkie dzięki!) i hola do Sulejówka (po drodze ?pożywne? śniadanko w McShicie...).

Początkowo nikomu nie chciało się brać za robotę ? każdy, jak tylko mógł, unikał żaru lejącego się z nieba.
Jednak Miłek nie tak to sobie wyobrażał, więc rozdzielił pracę i się... ulotnił...
Chwilę później zza jednego z wałów było słychać stuki i puki co zaowocowało powstaniem ?przybytku dobrej nadziej? jakiego nie powstydziłby się nawet Hilton.

W tym samym czasie powstał tor PPP, zniknęło kilka litrów piwa i powstało pole namiotowe.
Tutaj mała dygresja ? perfidny Główny Dezorganizator umiejscowił je na betonowej drodze przysypanej 5-cio centymetrową warstwą ziemi... nie muszę chyba pisać, jakie określenia leciały z ust osób usiłujących wbić śledzie?

Wieczorem zaczęliśmy znakować teren, żeby nam się podchmielone owieczki nie pogubiły... na wszelki wypadek tabliczki były na wysokości 30 cm nad ziemią, żeby na czworaka również były dobrze widoczne.

Niektórzy dzielnie wkopywali tablice z bardzo "czytelnym" planem terenu.

Ostatnie prace zakończyły się przed północą i rozpaliliśmy ognisko. No i poszły w ruch aparaty mowy (te długie nocne Polaków rozmowy?) i flaszki z ognistą wodą? nadmienię, że nie pierwsze tego dnia? Bo jakoś tak wyszło, że chłopaki mieli chłodzić się wodą a przez przypadek ktoś wziął wódkę... sami rozumiecie...
Zdjęć z ogniska nie ma ? i to w sumie dobrze...
Około 3-ciej nad ranem Jarus220 dotrzymał obietnicy ? zasnął tam, gdzie upadł...
W tym czasie grupka maniaków pod przywództwem ? jakże znamienitym ? Che Guevary ostrzeliwała wszystko wokoło, bo nie wierzę, że coś widzieli... chyba, że podwójnie...
O godzinie 6 rano Miłek ? chcąc zmobilizować ludzi do pracy ? powiedział, że figurki na torze HHFT rozkładamy od godziny 5:30... i poszedł spać. Chyba dobrze zrobił, bo jak widać, był już w innej czasoprzestrzeni...
Nad ranem ? jak już wspominał Cypis ? były dwie próby podpalenia Głównego Dezorganizatora, ale złego licho nie bierze...

W sobotę od samego rana (czytaj: już od południa) kilka osób zniknęło w lesie, by złośliwie i perfidnie pochować ?metalowe dobrodziejstwa? w przepastnych czeluściach zieleni. Co do niektórych lokalizacji określenie ?perfidnie? jest baaaardzo delikatne...

Mniej więcej przed południem (czytaj: dobrze po 14-tej) rozpoczęły się zawody. Na pierwszy ogień poszło HaHaFT ? muszę przyznać, że ciekawie było obserwować sędziów? po każdym przebiegu wyglądali na rok starszych... ciekawe dlaczego?

[Yaro] W sobotę od rana rozłożyliśmy tor który miał byc ukoronowaniem naszych dyskusji jak zrobić z HFT maksymalnie fajną zabawę. Czy się udało? Roześmiane twarze po zejściu, zachwyty, czasem złorzeczenia na perfidię organizatorów to potwierdzają. Ogólnie było to tak zaskakująco zabawne, że od wielu ludzi słychać głosy żeby wpleść to jako część składową Morska lub nawet zmienić konwencję samego HFT. To byłaby chyba jednak zbyt duża rewolucja. Z pewnością przyłoże rekę do tego żeby zabawa taka jeszce odbyła się wiele razy. Trochę trudno pisać o zawodach gdy podstawowy punkt programu to dać maksymalnie dużo zabawy.

Może trochę o samym torze i na czym to polegało.
Podstawowa zasada - jak najmniej zasad.

Konwencja wypracowała się przed zawodami po burzach mózgów i doszlifowała się już w trakcie zawodów. Można było sobie na to pozwolić, bo każde przejście było jednosobowe z sędzią. Wiele pomysłów na razie zarzuciliśmy z braku środków i czasu na realizację ale z pewnością będzie to dopracowywane.

[Miłek] No, sporo pomysłów zostało zarzuconych z powodu zasad bezpieczeństwa. Co nie oznacza że do nich się nie powróci, wymaga to tylko przekonstruowania toru.

[Yaro] Należało dotykając czerwonego czegoś (bezwzględnie kontakt fizyczny, bez domniemanego, bo cały spisek polegał na tym żeby uczestnik wykonał zadanie dokładnie wg. intencji ustawiających tor) położyć figurkę/figurki. Podstawowa trudność polegała na tym, że najpierw cele trzeba było znaleźć i w szybkim czasie zneutralizować. Same cele były raczej łatwe, praktycznie same 40 mm, tylko jeden tradycyjny bliski ptaszek 15 mm i jeden szczurek 25 mm).

[Miłek] I oczywiście cele generalnie na dystansach nie przekraczających 30 m. Nie mierzyliśmy odległości - ustawianie odbywało się "na oko", na zasadzie - jakby tam był prawdziwy ptaszek/wiawiórka/szczur to bym do niego strzelił bo jest w polu rażenia.

[Yaro] Nawiązaliśmy tu do starej brytyjskiej konwencji HFT gdzie cele trzeba było znajdować. Zbliżenie do działania prawdziwego myśliwego odstrzeliwującego szkodniki.
Okazało się że w takiej sytuacji najważniejsza była spostrzegawczość startującego, umiejętność zachowania zimnej krwi, opanowania, umiejętności strzleckich trochę też
Pozycje zupełnie dowolne, nawet nie przeszkadzaliśmy jak ktoś chciał strzelać siedząco, miał wykonać zadanie i jeśli tak mu było szybko i wygodnie - to czemu nie.

[Miłek] Warto dodać że głównym celem tego toru było wybicie ludzi z rutyny w jaką wpadli strzelając na klasycznych torach FT/HFT. Wystarczyło odsunąć sznurki od stanowska, pociągnąć je w bok, czasem wręcz je zlikwidować, a u wielu zawodników widać było dezorientację. To pokazuje jak bardzo FT/HFT odeszło od swoich korzeni - czyli symulacji polowania. Ubawiła mnie setnie osoba która na pierwszym stanowsku, nie mogąc zlokalizować figurki, odruchowo sięgała na ziemię by podnieść sznurek i po nim znaleźć cel.

[Yaro] Ważną rzeczą było bezwzględne przestrzeganie czasu. Zawodnik wchodził z sędzią na stanowisko i w momencie gdy miał wskazany czewony element oznakowania dowiadywał się ile jest celów i ile ma na to czasu. Przyjęliśmy jak się okazało doskonałe optimum: 2 minuty na 1 cel, 3 na 2 i 4 minuty na 3 cele. Czyli umowna minuta na znalezienie i po minucie na ostrzelanie jednej figurki. Bywało różnie, czasem znalezienie to 10 sekund a reszta zostawała na strzał. Wejście w dwie osoby psułoby cały efekt znajdowania celu i musiało to tak wyglądać. Za to dla sędziego to była też niezła zabawa i cześć startujących przeszła tor później jako sędzia.

Wejście na sam tor od pierwszego celu powodowało totalne zaskoczenie! Okazało się co jest tak naprawde problemem... należało iść cały czas czujnie się rozglądając! Jak na polowaniu! To dodawało czasem niesamowitej adrenaliny i strzał był mocno pod napięciem, mimo że po znalezieniu już raczej łatwy
Dzięki temu można było zrezygnować z kategorii energetycznych, jakichkolwiek klas sprzętowych, opisywania pozycji - wymuszał je tor.
Jak się pózniej okazało można było z 8J Sławią idąc na luzie wystrzelać więcej niż z dobrym PCP. Nie ma jednak w wynikach podawania karabinka bo w sumie czy to ważne z czego się strzela?
Przejdźmy do niektórych stanowisk:
1. Zaskoczenie! O rany gdzie to jest! Ustawione było tak na wprost od strzelca, zupełnie przed oczami. Perfidia polegała na tym, ze cel był brązowy na drzewie, zlewał się z nim, tylko strefa była dobrze widoczna. Krzaki przed strzelcem ograniczały go do pozycji stojącej, a i cel był gdzieś w okolicy 30 m. Wielu zawodników ugrzęzło tu na znalezieniu celu lub zostawało mało czasu na strzał. Cel ewidentnie podnosił ciśnienie u każdego.

2. Dwa cele łatwe, ale do znalezienia w krzakach tylko z niskiego poziomu, ustawiony do leżacej lub klęczącej, stanowisko ubarwiała zaschnięta żmija wyglądająca jak żywa.

3. Wróbelek, blisko i z małą dziureczką, strzelanie z metalowego pudła w conajmniej dziwnej pozycji.

[Miłek] Tutaj dopiero zawodnicy zaczynali się orientować że to nie do końca takie normalne zawody. Okazywało się też że tutaj zaczynali się trochę buntować - cytat: "Mam wejść do skrzyni? Pop...ło was?".

4. Dwa łatwe do znalezienia i strzelenia, ale wymagające wygibasów.

[Miłek] Z jednym zastrzeżeniem - strzelało się pod ostrym kątem w dół. No i na stanowsko trzeba się było wspiąć po sporej skarpie.

[Yaro] 5. Tutaj śmiesznie, bo wchodziło się na stanowisko mając szczura dokładnie przed sobą, uwagę zwracały jednak dwa cele widoczne dokładnie po lewej. Przez to znalezienie tych dwóch było łatwe, a trzeci wydawał się nie do odnalezienia mimo że właziło się wprost na niego.

[Miłek] No, tak różowo to też nie było. Jeden kruk się schował w skrzyni, a strzelec musiał wsadzić nogę do rowu - bo na jego dnie był "czerwony punkt". Chociaż szczur nadrzewny był jedyną figurką jakiej Wemar nie położył w trakcie Nocnika.

[Yaro] 6. To stanowisko to majstersztyk pomysłu Andy'ego. Trzy takie same wiewióry ustawione dokładnie jedna za drugą, trzeba było je kłaść po kolei żeby złożyć następną. Dalismy jednak fory i jak się nie trafiło pierwszej to można było strzelać w nią dalej, po prostu 3 strzały. Ileż było zabawy gdy zawodnik wiedział że ma znaleźć 3 cele a widział tylko jeden! Jeśli szukał gorączkowo innych to zostawało mało czau na ustrzelenie. W końcu zdesperowany patrzył w celownik i czasami można było zauważyć co jest grane! Potem szybkie składanie kolejnych za sobą. Niewątpliwie do powielenia na każdej takiej zabawie!

[Miłek] Brawa dla Andy'ego za pomysł. Standardowej postury zawodnik, reagujący standardowo na torze, z przecietnej klasy optyką widział nawet w celowniku jeden cel. Figurki minimalnie nie pokrywały się ogonami, ale w pośpiechu mało kto był w stanie to zauważyć i wysnuć wnioski. I znowu - niesamowita zabawa dla sędziego, gdy zawodnik strzelał, figurka się przewracała, po czym wyraz konsternacji i niezrozumienia na twarzy strzelca - bo w celowniku stoi nadal taka sama figurka! Spojrzenie na sędziego, i na widok jego uśmiechniętej gęby wypływający na twarz strzelca wyraz zrozumienia.... Piękne. I to było to miejsce które na torze całkowicie rozbrajało zawodników - nawet jeśli byli wkurzeni na dziwaczne wymysły, to po takim numerze każdy już zrozumiał jaka jest idea HaHaFT.

[Yaro] 7. Tu ciekawostka, cel zaskakująco blisko, w krzakach ale mocno z lewej strony, wchodzący do rowu odruchowo szukał przed sobą w straszliwej gęstwinie trzcin i krzaków gdy miał go pod ręką. Oczywiście nie był na tyle blisko żeby zrykoszetował, względy bezpieczeństwa były ponad wszystkim

8. Bunkier! Miało być z włażeniem przez ciemności ale zrezygnowaliśmy, może innym razem. Trzeba było się położyć na beton żeby trafić (zawsze przypominałem że nikt nikogo nie zmusza), włozyć lufę w niewielką dziurę i strzelić

9. To można nazwać tylko zemstą Miłka.
Dwa cele łatwo widoczne, łatwe do znalezienia, łatwe do strzelenia ale... no własnie... gdzie sa czerwone punkty których trzeba dotykać? Zawodnik dowiadywał się że tu są, że je widać. Widać je było jak diabli ale... były pół metra od figurek! Pełna konsternacja, miotanie się, nerwy, co jest do cholery! Jak? Gdzie? Dlaczego?
Cele trzeba było położyć (dosłownie) palcem dotykając strefy! Ot cel wredny, zbyt zaskakujący, promujący całkowicie abstrakcyjne i niesztampowe myślenie, jedni domyślali się tego szybko, poniżej minuty, inni nie domyślili się wcale... najzabawniejsze były biegi po domyśleniu się w ostatniej chwili... oj rosło ciśnienie po tym celu! Raczej to jednak jednorazowy wredny dowcip Miłka bo teraz już to nie przejdzie.

[Miłek] Co prawda te cele nie bardzo kwalifikowały się do idei "polowania", ale nie ukrywam że to była moja zemsta. Mściło się tutaj straszliwie sztampowe, standardowe myślenie. Wiem że to było wredne, wiem że niesprawiedliwe i nielogiczne... ale bardzo skutecznie wybiło ludzi z rutynowego podejścia do strzelania, i myślę że dało bardzo dobre przygotowanie pod następne takie zawody. Oczywiście miał rację Yaro pisząc że jest to numer na jeden raz i więcej się nie powtórzy. Ale nie oznacza to że organizatorzy nie trzymają czegoś w zanadrzu.

[Yaro] Strzelcy dobrze się spisali i nie przekazali tajemnic toru innym, żeby nie psuć zabawy.

[Slaanesh] Tego kto ustawił te dwa cele "pod palec" chciałem początkowo zabić, ale po przemyśleniu stwierdzam że to był ekstra pomysł. Mogłem wpaść na torze na pomysł, że obszedłem chyba wszystkie miejsca z których można było zobaczyć oba cele i nie było takiego oznaczonego czymś na czerwono. Trzeba było wtedy logicznie pomyśleć. Cóż 6 pkt do tyłu.

[Miłek] Utrudnieniem niewątpliwie było to że "czerwony punkt" nie był punktem tylko wyrysowanym krzyżykiem z uśmieszkiem.

[Yaro] 10. Dwa cele raczej trudne do znalezienia i trafienia, ptak na gałęzi widoczny tylko z czerwonego punktu.

11. Ostatni cel ze strzelaniem przez bunkier, widoczny tylko po położeniu się w mrowisku,
drugi cel widoczny na stojąco.

To już wszystkie 20 celów, dużo łażenia, szukania, polowania, śmiechu... bardzo chciałbym wystąpic kiedyś jako zawodnik. Znając położenie figurek niestety nie miał dla mnie sensu start. Póżniej na tym samym rozegraliśmy nocne HFT ale wtedy nie trzeba juz było szukać celów, więc na normalnych zasadach.

[Cypis] Taa... Yaro z czystej przekory nie napisał wszystkiego. Pozycje były dowolne. Fakt. Ale cele ustawione tak złośliwie że nie strzelałem jedynie z pozycji wiszącej. A klasycznej pozycji kleczących nie dalo się przyjąc. Siedzieć można było. Fakt. Ale albo z dupą w mokrym rowie albo z tyłkiem przeżynanym krawędzią metalowej skrzyni. Pozycje stojące polegały albo na wspinaniu się na palce i strzelaniu prawie znad głowy albo na staniu na przykucniętej jednej nodze (druga dotykała palika) mocno wychylony w lewo, bo inaczej nie bylo widać celu.
Chciałoby się zakrzykąć za Jarusem: Miłek, ty ch... (autocenzura)! I wbrew pozorom jest to komplement.

Na Nocniku, czyli wieczornym HFT. Yaro podszedł do do stanowiska, przykląkł przy paliku rozejrzał się za figurkami i rzekł:
- Co za k to poustawiał. Przecież nie widać KZ-tów.
- No jak to kto? Ty.
- ...a no fakt....

[Slaanesh] Siedzimy sobie w bunkrze, bodajże z Yaro, Cypisem, PiotrkiemK i markiemn (jeśli kogoś pominąłem to przepraszam), obserwujemy efekt Tyndalla demonstrowany przez Yaro i czekamy. Ciemno się zrobiło, a Miłka rzucajacego hasło do wymarszu brak... W koncu ktoś odpalił PMR:
- Miłek, gdzie ty jesteś kiedy zaczynamy strzelanie?
- Jak to kiedy, przecież my tu na was juz tyle czasu czekamy...

Wrażenia z toru można opisać jednym zdaniem, jak wróciłem to nawet nie miałem ochoty nawet na %. Buty z nóg, potem skarpetki (Dobrze że Yaro znów prezentował efekt Tyndalla, i nikt nie zauważył mojego manewru) i luli. Rano, 6:00 obudziłem się i dzięki staraniom kolegi AL'a któremu chyba śniło się że jest w tartaku, nie udało się już usnąć. No to, dokonałem podstawowych czynności higienicznych i posiedziałem sobie na słonku.

[Lars] Po zmroku rozpoczynał się Nocnik ? czyli nocne HaHaFT.
I tutaj kolejna ? trudne słowo ? dygresja: pojęcie zmroku nie jest jednoznaczne. A wynikiem tego był fakt, że jedna grupa (ta, dla której zmrok znaczy ciemność) siedziała na początku ?nocnikowego? toru w oczekiwaniu na start, a druga w błogim spokoju czekała na ciemniejszy zmrok delektując się zimnym piwem i podziwiając zjawiska fizyczne prezentowane przez Yara na własnych stopach?
Gdy grupa druga uznała, że ciemność jest wystarczająco ciemna (na tych dywagacjach o ciemności ciemności można by zrobić doktorat i habilitację z... psychiatrii) użyła leżącego w zasięgu ręki PMR?a, by oznajmić Miłkowi, że należy rozpocząć Nocnik. Jakież było nasze zdziwienie gdy okazało się, że ci biedni ludzie siedzą półtorej godziny o suchym pysku czekając na nas...

Tak czy siak Nocnik się zaczął. Co można o nim powiedzieć ? wybaczcie ? ZAJEBISTY!!! Tak powinno wyglądać strzelanie z wiatrówek. Nie ukrywam, że przy każdej figurce komentowaliśmy, jakby wyglądał tutaj rasowy strzelec FT ? z latarką na ?protezie?, stwierdzający, że w pozycji dowolnej FT widzi... liście zasłaniające cel...
Dodam tylko, że w naszej grupie szedł Wemar, zwycięzca Nocnika, który przy każdej niemal figurce twierdził, że złośliwie ustawiona, albo, że trudna i ku naszej wściekłości kładł je raz za razem...

Zabawa skończyła się niemalże o świcie ? wysączyliśmy jeszcze kilka piw (wiecie, mikroelementy i witaminy po takim trudny torze były niezbędne?) i zalegliśmy ? w namiotach, samochodach, bunkrach...

[Yaro] W dzień odbyło się też strzelanie w stylu IPSC ale o tym najlepiej napiszą uczestnicy i jej organizator Lars (Artur), który zmontował wspaniałą rozrywkę, ja nie zdążyłem niestety.

[Slaanesh] Lars zgonił nas po torze do PPP (on zaraz pewnie powie że to my zgoniliśmy jego, ale co tam). Szkoda tylko że nie udało się przejść wszystkich zaplanowanych torów. Jak by co - piszę się na udział w tej konkurencji przy następnej okazji

[Lars] Muszę przyznać, że po kilku przebiegach zacząłem rozumieć wspomnianych przeze mnie sędziów? Po prostu niemiłosierny żar lejący się z nieba wykańczał nawet najtwardszych.

[Yaro] Potem lunęła straszliwa ulewa i wszyscy się zintegrowali pod jednym namiotem i nieśmiało, spontanicznie, zaczęliśmy spod niego wyrzucać puszki, rostrzeliwać je z pistoletów, potem karabinków. Dalej już lawinowo rozpętał osię strzelanie do byle czego, na najróżniejszych dystansach, z najróżniejszych sprzętów w najdziwniejsze sposoby. Dzięki Incorsie były tony CO2 i kulek, to był naprawdę wieczór, dzień... i noc.

[Lars] Na szczęście ktoś miał wtyki ?na górze? i gdzieś przed 18-tą (w normalnej czasoprzestrzeni) spadł cudownie chłodny deszcz? Sędziowie zareagowali na to uśmiechami rozkoszy i ulgą, że ktoś pomógł w ich niedoli... Choć niektórzy z nich musieli zebrać się w sobie i uruchomić usmażone słońcem szare komórki, żeby podsumować tych, którzy dzielnie walczyli na torach. W chwilę po deszczu plan dnia uległ samoistnemu przepoczwarzeniu ? nikt nie chciał biegać, za to każdy chciał strzelać. Tutaj ciśnienie podniósł Yaro ? swoim zwyczajem ustawił sobie cel ?na rozgrzewkę? ? czyli puszkę na... 100 metrach?
I na takim strzelaniu zeszło do zmroku?

[Yaro]Umęczony, z mokrymi butami jakbym wpadł do rzeki, z odbitymi, zaparzonymi i puchniętymi stopami ległem namiocie...

[Cypis] To było troszkę inaczej... Wieczorem zajadaliśmy się chlebem z dżemem kiedy to w mroku dało się słyszeć człapanie. Po chwili wyłonił się Yaro powłóczac nogami. "Chyba mi się zaraz stopy zapalą" rzekł i zaczał zdejmowac buty. Odsunęliśmy się na bezpieczną odległość w razie pożaru. I rzeczywiście z jego stóp unosiły sie kłęby dymu i zapach, który bynajmniej nie był swądem spalenizny

[Yaro] Pół następniego dnia łaziłem boso dochodząc do siebie, żadnego kleszcza nie załapałem.

W międzyczasie chłopaki z WKFT już rozkładali tor FT, cześciowo wykorzystując ten co był. Tu zemścił się brak uzgodnień i zostawianie wielu rzeczy na domysły. Tor jednak powstał i ktoś mnie wepchnął w strzelanie, mimo że nie miałem siły się po nim poruszać.

[Cypis] To był PiotreK, który potem chodzil mruczac pod nosem. "Po co ja go k... [autocenzura] namówiłem. Byłbym trzeci".

[Yaro] Koledzy ustawili jednak bardzo fajny tor, tak niesamowicie ciekawy, że po kilku strzałach chciało się gnać do przodu i strzelać, strzelać, strzelać... Tu było mniej chodzenia a dużo strzelania, 40 celów, łatwych, trudnych. Bardzo zróżnicowanych, wiatr też zachowywał się bardzo różnie. Wspaniała zabawa. Nie wiem od czego to zależy ale ten wciągał jak diabli. Mimo, ze pierwsze strzały to chyba z 8 rąbniętych pudeł.

Odbił się poprzedni dzień, rzadkie ostatnio strzelanie, brak ostrzelanej trajektorii, ledwie wyzerowany celownik. Oddałem bardzo łatwe cele, kilka trudnych trafiłem przypadkiem bo nawet nie zgadłem odległości ale celowałem w środek.
Potem rozdanie nagród, pogaduchy i inne zajęcia jak to po imprezie.

Niesamowicie szalony program, szalony weekend, niesamowita sceneria, mnóstwo zabawy, strzelania. Dyskusje o FT vs. HFT nie miały miejsca, wszystkich pochłonął wir świetnej zabawy a nie roztrząsanie co jest jakie i po co. Niewątpliwie warto łączyć te imprezy tyle że dokładnie precyzować zadania i uzgodnienia.

[Cypis] Przeżycia są własciwie nie do opisania. Z jednej strony kameralność, dzicz, plenery, flora i (... MAĆ!) fauna, z drugiej fantastyczne pomysły na utrudnianie życia zarówno socjalnego jak i na torach. Jeszcze teraz bolą mnie nogi od łażenia po wykrotach i jestem spuchnięty jak bąbel od komarów.
O dziwo żona uwierzyla, że byłam na strzelaniu jak pokazałem jej zawartość dwóch reklamówek od jednego ze sponsorów. Ba! Nie wiedzieć czemu nawet bardza się ucieszyła. Ale i tak czuję że nie dożyję do Morska.

[Miłek] Na koniec chciałbym najserdeczniej podziękować wszystkim którzy przybyli, wszystkim którzy zamiast się bawić pomogli przy organizacji imprezy, oraz oczywiście współorganizatorom i sponsorom.

Czas: 9-10 lipca 2005 r.

Miejsce: strzelnica terenowa
Mazowieckiego Towarzystwa Strzeleckiego z Sulejówka
.

Organizatorzy:
- Mazowieckie Towarzystwo Strzeleckie im. Marszałka Józefa Piłsudskiego - udostępniło teren, beczkę z wodą, tablice oraz większość co wiązało się z infrastrukturą, a przede wszystkim poświęciło swój czas.
- PFTA - użyczyło figurek, PMRek, tabliczek z długopisami, taśmy ostrzegtawczej, oraz wiele, wiele więcej niezbędnych drobiazgów
- WKFT - zorganizowało niedzielne zawody FT oraz odnowiło połowę figurek
- portal Airguns.pl - zorganizowało trochę ludzi, zorganizowało trochę zamieszania, starało się zorganizować więcej
- firma "Parabellum" - zapewniła pokaz FXów
- firma "Incorsa" - dostarczyła FXy i Crosmany, śrut, naboje CO2
- firma "Aret" - przywiozła tarcze elektroniczne "Pojedynek" oraz stanowisko do terenowych strzelań tarczowych
- firma "Cekaus" - dostarczyła trochę drobiazgów do organizacji

Patronat medialny:
"Arsenał"
Airguns.pl

Sponsorzy:
"Incorsa"
"Abpol"

Autorzy:
Tomasz "Cypis" Gębala
Artur "Lars" Ignaczak
Miłosław "mmajstruk" Majstruk
Jarosław "Yaro" Matuszewski

Autorzy zdjęć:
Michał "MAP" Pasek
Radosław "Killer" Baturo


Wiatrówki

A jakie karabinki występowały w tych zawodach ?Nie muszą być wszystkie po prostu jestem dociekliwy.


850 AirMagnum +Blog 6-24x50 AOE