I Zawody Strzelectwa Sylwetkowego o Puchar Przechodni Marka Pokulniewicza

27-28 marca 2004 r. na strzelnicy ZKS odbyły się I Zawody Strzelectwa Sylwetkowego o Puchar Przechodni Marka Pokulniewicza


Człowiek-Legenda ruchu wiatrówkowego, Ojciec Czarnoprochowców w Polsce, Jeden z Trzech Muszkieterów, ukrywający się pod ksywką MarekP, nieśmiertelny nasz Kolega Marek Pokulniewicz, jak zwykle zaskoczył wszystkich wynajdując nową konkurencję - Strzelectwo Sylwetkowe.

Ufundował więc naprawdę niesamowity puchar przechodni i 27-28.03.2004 r odbyły się I Zawody Strzelectwa Sylwetkowego o Puchar Przechodni Marka Pokulniewicza.

Formuła zawodów była niesamowicie prosta, do tego z założenia niesprawiedliwa i tendencyjna.
Strzelało się tylko z pozycji stojącej z wolnej ręki, z dowolnej broni pneumatycznej.
Wszelkie skargi, wnioski i protesty były przyjmowane przez sędziego głównego po czym z definicji odrzucane.
Cele były wydrukowane na papierze i naklejone na kartki pocztowe, po 2 na każdym dystansie.
Cele ustawione były na dystansach:
10 m - kurczaki
20 m - świnie
30 m - indyki
40 m - barany

Zawody polegały na oddaniu po 5 strzałów do każdej sylwetki, czyli 10 strzałów na każdym dystansie - razem 40 strzałów.

Po rozegraniu zawodów na pierwszym miejscu uplasowali się: Michał Masłowski "Masło" i Paweł Stępień "Kinemax".

Dogrywka polegała na oddaniu 2 strzałów do każdej sylwetki (łącznie 16 strzałów). Michał Masłowski przegrał jednym punktem. O mały włos byłaby kolejna dogrywka, jednak jeden ze śrutów wystrzelonych przez Michała zrykoszetował od druta przesłaniającego sylwetkę. Protest oczywiście został przez mnie z radością odrzucony.

Niniejszym Paweł Stępień został Zwycięzcą i Puchar przeszedł w jego ręce.

A ponieważ nie ma możliwości by Zwycięzca wygrał bez przegranych, więc w podzięce za umożliwienie mu zdobycia Pucharu był zobowiązany zafundować przegranym skrzynkę piwa.
Ciąg dalszy imprezy odbył się już przy grillu. I ja tam byłem, miód i piwo piłem...

Równocześnie z zawodami sylwetkowymi odbyły się zorganizowane przez Warszawski Klub Field Target (WKFT) zawody FT.

Na zawodach gościła firma Incorsa. Szef firmy, p. Darek Dąbrowski zaprezentował szeroką gamę karabinków Crosman i Norica, przedstawiona została także oferta celowników optycznych Nikko&Stirling. Czerwone czapeczki z logiem Nikko&Stirling stały się stałym elementem zawodów, które dzięki temu minęły pod znakiem koloru czerwonego. Śrut H&N i olej Ballistol był rozdawany pomiędzy uczestnikami, co zapewniło odpowiednie oblężenie stanowiska Incorsy.

Największym hitem okazał się jednak wyczynowy Anshutz z którego można było nastrzelać się do woli.

Incorsa dostarczyła także "dzwonków" - podłużnych rurek z metalu które zawieszone przed stanowiskiem rekreacyjnym zapewniały wyśmienitą zabawę. Gównie właścicielom Careerów, którzy z niesamowitą radością demolowali je ze swoich armat.

Na zawodach stawiła się także firma Aret z Poznania z produkowanym przez siebie zestawem "Pojedynek". Zapewniło to kolejną dawkę emocji.

Oczywiście była to świetna okazja by przez dwa dni pobawić się we własnym gronie, porozmawiać na tematy wszelakie, pooglądać i postrzelać z różnych zabawek.
Niewątpliwie największą furorę zrobiły koreańskie wiatrówki myśliwskie Career.
Na zawodach były 2 egzemplarze w kalibrze 5.5 mm (energia 80J) i 1 egzemplarz 9 mm (250J).

Dzięki uprzejmości kolegów można było także podymić z czarnoprochowców, czyli replik broni wykonanej przed 1850 r.

Oczywiście po grillu i piwku nastąpiła część "nieoficjalna" w hotelu. Z tego co pamiętam to w 2-osobowym pokoju znajdowało się przeciętnie 20-30 ludzi.
Największą masakrę spowodowała jednak whisky "Ichinga" serwowana razem ze słynną miodówką "Tsunamito".

Wkrótce więc niektórzy wyglądali tak:

Zawody zostały zorganizowane przy znaczącej pomocy:
Marka Pokulniewicza "MarkaP", który wpadł na pomysł zawodów, ufundował Puchar, jedzenie i picie.

Piotra Pietury "P_itera", który podjął się niewdzięcznej roli organizatora i człowieka od brudnej roboty.

Radka Baturo "Killera", który wziął na siebie odpowiedzialność za identyfikatory i dyplomy.

Michała Dąbrowskiego "Kurierexa", który dostarczył karki pocztowe i stojaki, jak i pomógł przy torach.

No i mnie, Miłosława Majstruka, zredukowanego do wrednej roli sędziego, z rozkoszą odrzucającego wszelkie protesty i uwagi. Ludzie, ja to kocham! "Nie ma, nie wolno, nie obchodzi mnie to"... cały dzień tak stałem i "Nie ma, nie wolno..."

Równocześnie przepraszam najmocniej osoby pominięte przy tej liście. Niestety pamięć mam dobrą bo krótką. Kojarzę że "Andy" coś pomagał przy zawodach, pamiętam jakieś miłe panie obsługujące kuchnię, kogoś klejącego figurki do kartek, jakiegoś młodego człowieka zajmującego się grillem... Ale nie pamiętam kto i co robił.


Autor: Miłosław Majstruk