AirArms TX200 Mk.3 i HC


Karabinek tak znany, że zdawałoby się łatwym zadaniem opisanie go. Nic takiego. Może gdyby istniał jeden model, może gdyby bardziej niż do czego innego nadawał się do rekreacji... Ta jakże popularna zabawka ma jednak bardzo duży potencjał i wszyscy pożrą ten tekst jednym tchem, więc pisać go będzie trudno

Zacznę może od suchego opisu dostępnych modeli i różnic między nimi, o eksploatacji będzie później.
Obecnie w sprzedaży znajdują się dwie wersje: Mark III (Mk.3) i Hunter Carabine (HC), czasem nazywane przez kolegów długim i krótkim. Ważą tyle samo, mają identyczne osady, które także występują w dwóch wersjach: orzechowej i bukowej. Orzechowa jest droższa, lżejsza i nie jest lakierowana.
Mają identyczne korpusy, w nich identyczne mechanizmy spustowe, cylindry, tłoki, sprężyny itp.
Różnią się długością lufy (HC jest krótsza o około 5 cm.), ale także jej grubością. By skompensować podrzut w krótszym wariancie karabinka, producent zainstalował masywniejszą lufę, masywniejszą osłonę lufy oraz umieścił ciężarek na dźwigni naciągu. Ów ciężarek niewątpliwie pełni jeszcze jedną rolę, otóż poprawia ergonomię. Krótsza dźwignia trudniej się naciąga, a nie zapominajmy, że model HC występuje także w wersji FAC.
Osłona lufy w modelu Mk.3 została wyposażona w trzy plastikowe przegrody tworząc w ten sposób zintegrowany mikrotłumik. Celowo użyłem określenia mikro, by oszczędzić ewentualnych rozczarowań osobom oczekującym, że za słowem tłumik stoi cisza.
Osłona lufy modelu HC nie stanowi sobą tłumika, jej koniec został jednak nagwintowany od wewnątrz celem umożliwienia użycia tłumików o standardowym gwincie 1/2UNF z męską końcówką.
Od roku producent wyposaża nowe egzemplarze modelu HC w fabryczną wkręcaną przegrodę, która (jak mniemam) chroni gwint przed zabrudzeniem oraz znacząco pomniejsza huk wystrzału jaki ten karabinek wydaje bez tłumika.
Z grubsza na tym kończą się różnice. Wielokrotnie trafiłem na spekulacje o różnicach w wyważeniu i podsumuję to tak: posiadałem i używałem obu modeli jednocześnie przez kilka miesięcy. Jedyna rzecz jaką wyraźnie zauważyłem to wyższa "składność" modelu HC do strzelania w postawie stojącej. Czepialscy nie usatysfakcjonowani? No dobra, nie mówimy o strzelaniu benchrestowym, tylko o klasycznych pozycjach i wyciskaniu z nich siódmych potów dla bezkompromisowych wyników. Tyle, kropka.

Często spotykaną słabością opisów sprzętu jest dedykowanie ich wyłącznie nowym jednostkom broni. Postaram się nie popełnić tej gafy, co nie znaczy, że nie powinienem zacząć od opisu chwil gdy karabinek jest jeszcze nowy.
Nowe karabinki niewątpliwie strzelają, ba, nawet nieźle strzelają, co jednak nie musi trwać wiecznie. Zacznę od rażących wad.
Producent nie wysilił się stosując do sprężyny głównej kiepski smar. Już podczas pierwszych oddanych strzałów niewielka acz wystarczająca ilość smaru zostaje zrzucona ze sprężyny na ciężarek i dno tłoka. Tam, w miarę kolejno oddawanych strzałów, gęstnieje aż do uzyskania postaci kitu. Z czasem utrudnia to powtarzalne obracanie się końca sprężyny, a w skrajnych wypadkach również demontaż mechanizmu. Tenże sam smar zrzucony ze sprężyny na wewnętrzną powierzchnię korpusu zmienia charakteryskykę pracy tłoka względem zmian temperatur otoczenia.
Podobnie jest z uszczelką tłoka. Pozostaje mi tylko spekulować po co producent stosuje smar z domieszką dwusiarczku molibdenu pomiędzy tłokiem a uszczelką tłoka. Skutek jest jednak taki, że smar zostaje stamtąd szybko wybity i pojawia się ryzyko nieregularnego przenoszenia jego drobinek na ściankę cylindra, skąd zabierany przez wargę uszczelki, powoduje skoki energii wystrzałów w procesie dieslowania.
Najgorzej oceniam prowadnice sprężyn. Zarówno w wersji FAC jak i 17J są to stalowe prowadnice z przynitowanymi kołnierzami. Koszmar! Prowadnice te są za luźne - co owocuje brzęczeniem nawet nowych karabinków. Wcale nie rzadko prowadnice te są rozrywane przez sprężyny.
Modele HC mają fatalnie umocowane ciężarki na dźwigniach naciągu, a oba modele aż proszą się o uszczelki lufy z lepszej jakości gumy. W obu modelach mamy do czynienia z kiepskim pomysłem na odbojniki dźwigni naciągu. Gumka umieszczona w osłonie lufy... Kto miał, wie o czym mowa.
Jak na początku wspomniałem, oba modele mają identyczne korpusy i identyczne w nich cylindry. Dokładność spasowania cylindrów do korpusów pozostawia do życzenia. Rzutuje to niestety na celność oraz nieco na resurs.
Listę wad spuentuję tak: to można poprawić i warto tego dokonać.



Teraz trochę o zaletach w eksploatacji.
Uniwersalnie wyprofilowana osada zapewnia wygodę w wielu pozycjach strzeleckich.
W pełni regulowalny i niezawodny spust. Odrobina kręcenia i zyskujemy dowolnej długości pierwszy stopień oraz w szerokim zakresie regulowaną czułość drugiego stopnia. Jak ktoś woli pozbywamy się drugiego stopnia.
Tu ciekawostka: jedynie korpusu modułu spustu nie da się nabyć jako części zapasowej. Można tego dokonać wyłącznie oddając uprzednio stary egzemplarz. Taki "ścisły rozrachunek". Rozmawiałem o tym nawet z Paulem Chambersem. Nie ma wyjątków.
Dalsze zalety TX-ów to choćby łatwość demontażu. Nie wymaga specjalnego ścisku, żadnych wyszukanych narzędzi (całkowite przeciwieństwo Dian, BSA i HW).
Ogromne pole do działań tuningowych czy po prostu samodzielnej eksploatacji (jakich mamy rusznikarzy każdy może się przekonać...). Wysoka dostępność części zamiennych i prostota budowy.
Długa i naprawdę dobrze ukształtowana szyna montażowa dla przyrządów celowniczych, wyfrezowana wprost na korpusie, w połączeniu z odchylonym na bok portem ładowania, pozwala stosować nawet monstrualnie długie lunety celownicze czy też osłony przeciwsłoneczne.
Osobiście bardzo cenię sobie lekkość naciągania dźwigni w modelu Mk.3. Żadnej sprężynówki 17J nie naciąga się tak lekko.
Nie licząc limitowanej serii "GL", konstrukcja oraz wykonanie zapewniają wysoko powtarzalne parametry (dotyczy to także wad...).
Broń bardzo celna!
W klasie sprężynowej i swojej kategorii cenowej stanowi jeden z najlepszych wyborów dla wymagających strzelców.



Odrobiłem już zaległości rozpoznając dokładnie budowę i płynące z tego cechy uznawanego za wyższą półkę AA ProSport.
W skrócie: przereklamowany!
Usunięto wady na styku cylinder-korpus, dodano nowe: naciąg. Jeszcze masywniejsza lufa, jeszcze masywniejsza jej osłona. Większa średnica osłony lufy w połączeniu z dwoma więcej przegrodami tworzą całkiem efektywny-zintegrowany tłumik.
Z lenistwa umieszczono port ładowania centralnie pod obiektywem lunetki by pogodzić lewo i praworęcznych klientów...
Wymieniono jezyk spustowy na pozłacany (po co?). Cena wywindowana sporo wyżej, ale nadal nowe egzemplarze wymagają wymiany smarów i prowadnicy. Wyższej celności nie zanotowałem.
Spora masa wszystkich trzech modeli słabo predestynuje je do rekreacji.


Autor: Piotr Polak