Benjamin Sheridan AS392T

Amerykańska najlepsza wiatrówka - czyli witamy w europejskiej klasie niższej.


Powód zakupu tej właśnie wiatrówki:
- potencjalna podatność na alternatywne, w stosunku do przewidzianych przez producenta
- źródła zasilania - czyli kartusz na wierzchu
- ciekawość jak się strzela kalibrem .22
- dobrze (mi) leży w dłoniach
- ciekawość, jak wygląda amerykański high-end (choć wg Iana Pellanta ten "american high end" w stosunku do standardów europejskich jest zaledwie "entry level into adult airguns") za 979 zł.

Za co zapłaciłem:
- ładne pudełeczko z dykty, z profilami podtrzymującymi lufę i kolbę,
- "złom właściwy z drewnem opałowym"
- kartusz 88g z CO2 (przypadkiem fartownym drugi kartusz otrzymałem "od firmy" już wkręcony w egzemplarz)
- pudełko śrutu (zwykle Diabolo Standard CZ, za "wydziwiania" trza dopłacać, wybrałem oczywiście JSB Jumbo Exact 5.5)

Pierwsze oględziny:
Osada - ładnie ukształtowana, jako laik nie napiszę wiele więcej.
Stopka - jak w pozostałych Crosmanach ? plastik.
Baka podniesiona, kolba krótsza (o jakieś 2 cm) niż w C1760.
Drewno przyzwoicie wykończone, profilowane dla praworęcznych, ale bez chrzęstu kości udało mi się złożyć z lewej.

Lufa - cienkościenna (ok. 1.5 mm) rurka przylutowana prawdopodobnie do mosiężnej tulei pod nią. Wylot równo z końcem owej tulei - a więc będzie problem z dodatkami.
Gorzej, że będzie problem również z wykonaniem koronki. Bo w standardzie jej nie ma. Szukałem w pudełku - też nie było. Może wypadła.
Tuleja pod lufą ma zdaje się znaczenie wyłącznie dekoracyjne (no i rzecz jasna usztywnia delikatną lufę) - to pozostałość po pompowanych modelach na których ten bazuje.

Niezbyt staranne wykonanie - nieliczne ale obecne zacieki farby.



Zamek na oko zdaje się jest trwale zespolony z lufą (i równie trwale z tuleją poniżej). Materiał mosiądz.
Wprawdzie w necie można znaleźć stopki pod montaż (podobne w budowie do tych z Crosmanów 1760/2260/2240) ale (przynajmniej w moim egzemplarzu) na zamku są wyfrezowane szyny.
I tu pierwsza porażka:
montaż jednoczęściowy odpada - śrut trzeba będzie pensetą lokować w lufie
montaż dwuczęściowy - frez jest zbyt nisko nad wycięciem na rygiel - zatem na sporej części swojej długości montaż będzie blokował ruch rygla.
Pozostają praktycznie trzy położenia: tył zamka, obszar tuż za portem ładowania oraz przed portem ładowania na całej długości.
Trzeba będzie nieźle kombinować by założyć większą lupkę tak, by oczy pozostały na miejscu a szyja w jednym kawałku.
Spust - jest. I to metalowy.

I tyle plusów. Do minusów przejdę w dalszej części.

Przyrządy: spartańskie. Mucha - metal bez osłony, szczerbinka (jaskółczy ogon) - dwa kawałki twardej, sprężystej blachy, trzy śrubki i już.
Podziałki, skale, światłowody i inne duperszmity - nima. Bo i po co. W końcu to "classic american airgun", tyle, że zaadoptowany na CO2.

Jeszcze bardziej "classic" robi się po pierwszej próbie założenia lunety.
Farba pokrywająca zamek i szynę natychmiast się starła na krawędziach i pięknie połyskuje teraz żółtym.
Na krawędziach otworu na dźwignię rygielka starła się zanim pan w sklepie zdążył mi oddać kartę.

Baniaczek na CO2 - w zestawie z osłoną neoprenową czarną, by ręce nie przymarzły przy intensywnym strzelaniu.
Druga porażka - jak wiadomo broni na CO2 nie należy przechowywać "pod ciśnieniem".
Nabój Crosmana 88g wystarcza na 200-250 strzałów (zależnie kto podaje, sprzedawca czy użytkownik). A że nabój jest jednorazowy, po założeniu trzeba wystrzelać cały albo wypuścić gaz. Rozwiązaniem są zaworki na owe kartusze, tyle że nie są w zestawie i nie są, jak mi się wydaje, sprowadzane.
Kolejna porażka: spróbowałem założyć celownik Nikko&Stirling Gold Crown 3-9x42 AO.
Bez zdemontowania szczerbinki - niemożliwe.
Umiejscowienie szczerbinki jest takie, że wypada dokładnie na wysokości obiektywu lunety, dopiero zdjęcie jej pozwoliło jako tako ergonomicznie umocować szkiełko.

Całość - wrażenie wprawdzie subiektywne? ale raczej ładny karabinek.
Krótki (90 cm), niezbyt lekki (w porównaniu do Crosmana 1760), sprawia solidniejsze wrażenie niż tańsze rodzeństwo, przy tym nie ma w nim (przynajmniej z zewnątrz) elementów z tworzywa sztucznego.

Ok, bierzemy tą panią w objęcia!

I czwarta porażka: (dalej będę się odnosił do Crosmana 1760, bo to zbliżona półka - i cenowo, i systemem itd.) rygielek chodzi, owszem, ale jakoś zgrzytliwie, z wyczuwalnymi oporami.

Zgodnie z informacjami z netu (a wbrew zapewnieniom sprzedawcy) karabinek może pracować w 2 trybach: "silnym" i "słabym".
Nierównomierności w odciąganiu rygla wynikają ze stopnia pośredniego (takie połowiczne naciągnięcie skutkuje mniejszą prędkością wylotową i energią).
Stąd zużycie gazu zmienia się od 200 (przy normalnym naciąganiu, do końca) do ok. 240 strzałów (przy trybie "słabym").

Ładuję śrut.
I naciskam ten nieszczęsny spust.
Chryste, porównałbym to do próby rysowania kawałkiem szkła na chropowatym betonie.
I co z tego, że metal, w Crosmanie 1760 (niemal sam plastik) ruch jest równomierny, opór może nie najmniejszy ale w miarę stały i naprawdę do opanowania. Tu działa jak przemontowany ze starej TT-ki.
Z II wojny światowej.
Wykopanej przed chwilą.
Koparką Stalowa Wola.
Spust nie posiada regulacji za to ma trochę luzów na boki, ale jest solidnie wykonany.

Strzał głośny i jeszcze głośniejsze łupnięcie deski w którą trafiłem. Olala, panzerfaust.
Te 180 m/s na 1-gramowym śrucie, jak by nie liczyć ustawowy limit jest blisko. I to widać.
Zainteresowani zdalną demolką będą w siódmym niebie.

Pierwsze podejście:
Z netu wygrzebałem 2 informacje nt. skupienia: na stronach sprzedawców o grupie półcalowej dla 10 metrów oraz gdzieśtam o skupieniu rzędu 2 cali na 33 jardach (30 metrów).
Nie to, że nie dowierzam, po prostu musiałem się przekonać
Pierwszy test - 20 metrów - skupienie ok. 4 cm.
Niewielka pociecha, że słaby ze mnie strzelec, bo użyłem stojaka.
Żeby było śmieszniej, bez stojaka uzyskałem podobne skupienie (pozycja najpierw klęcząca, potem stołeczna - stołeczek pod tyłek i jazda).
Małe przestrzelanie:
odległość 25 metrów
podpórki itd.
wiatru raczej brak
śrut JSB Straton 5.5

Powyższe wyniki traktować proszę z rezerwą, bo:
1. niedoskonałość strzelca (mimo podpórek tarcza mi latała jak chciała - ech te emocje)
2. po teście stwierdziłem "zaplucie" portu ładowania balistolem (hoooojnie dozowanym przy wcześniejszym pucowaniu)
3. średnio 1 na 4 śruty latał jak chciał bez widocznej przyczyny (patrz pkt. 2 lub pkt. 1 lub niedoskonałości śrutu)
Powtórka testu okazała się niemożliwa bo "wypsiukałem" dopasowując butelkę, prawie cały gaz.

Wstępne podsumowanie karabinka "as is" czyli bez jakichkolwiek zabiegów tuningujących:
Wady:
- tragiczny spust
- niezbyt udane wykończenie (farba na mosiądzu)
- frez pod montaż
- położenie szczerbinki
- celność
wady przy potencjalnym tuningu konstrukcji:
- mocowanie lufy
- długość lufy

Zalety:
- krótki i poręczny
- waga też nienajgorsza (dociążony z przodu przez kartusz z Co2)
- w miarę solidna konstrukcja
- materiały - metal (m.in. mechanizm spustowy - polerka i smarowanie powinno go poprawić)
- podoba mi się (mimo wszystko).

Zalety przy potencjalnym tuningu:
- kartusz zewnętrzny - praktycznie wystarczy dorobić przejściówkę, by zastosować butlę 7oz z Co2

Cechy dyskusyjne:
- naprawdę spora energia (w limicie) - plus, bo w tym kalibrze śrut jeszcze jakoś powinien latać, minus bo strzelając byle gdzie naprawdę można narobić szkód (albo i gorzej)

Karabinek kupowałem w znanym sklepie w Warszawie, w Kapiszonie. Pierwsze podejście było spalone - wyglądało, że zacinał się rygiel. Drugie podejście nazajutrz - rygiel był już OK (po załadowaniu kartusza wszystko zaczęło działać). Jako bonus dostałem właśnie ten założony (praktycznie pełny) kartusz (oprócz standardowo nowego) oraz milczeniem pominięto dopłatę do śrutu JSB (normalnie dodają do wiatrówek Diabolo Standard CZ).

Spodobało mi się.

Urządzenie zostało wzbogacone o butlę 150 g od pistoletu Aeron, z zaworem a więc do ponownego napełnienia.
Ilość strzałów pełnej mocy z jednego napełnienia powinna przekroczyć 300.
Dodatkowa zaleta - bardziej stabilne warunki rozprężania/parowania CO2 dzięki większej pojemności. Wymagane było dorobienie odpowiedniej redukcji z gwintu butli na gwint w karabinku i zakup gumowego o-ringa.
Tutaj mała uwaga - ponieważ średnica butli wynosi 40 mm a średnica oryginalnego naboju ok. 34mm konieczne jest umieszczenie obydwu gwintów mimośrodowo - z przesunięciem minimum 2 mm między osiami - inaczej butla nie zmieści się pod lufą.

Druga uwaga - poważniejsza, bo dotycząca bezpieczeństwa strzelca i karabinka a odnosząca się do przeróbek systemów CO2 na PCP/HP.
Ktoś w Warszawie podobno zastosował system wysokiego ciśnienia do Benjamina. To działało! Całe pół dnia. Potem diabli wzięli uszczelkę w zaworze i karabinek wylądował w serwisie.
NIE STOSOWAĆ SYSTEMÓW HP (WYSOKIEGO CIŚNIENIA) BEZ ZEWNĘTRZNEJ REGULACJI/DOZOWANIA DO ARMATEK NA CO2.


Autor: marcewka
Zdjęcia: autor