Rozbieranie i czyszczenie wiatrówki Twinmaster Action

Bajka o tym jak pistolet zamienia się w rewolwer


W październiku 2002 roku zostałem dumnym posiadaczem pistoletu Twinmaster Action kaliber 4.5 mm napędzanym pojemnikami CO2. Jestem jego drugim właścicielem. Poprzedni właściciel zakupił go w lipcu tego samego roku i po wystrzeleniu ok. 2 puszek śrutu stwierdził, że pistolet mu "nie pasuje". Postanowił go sprzedać. Od czasu zakupu pistoletu, który działał cały czas bezawaryjnie, wystrzeliłem z niego około 10.000 sztuk śrutu. Kilka razy oglądałem pistolet zastanawiając się co jest w środku i czy czasami nie trzeba by go wyczyścić, ale jeden rzut oka na rysunek załączony w instrukcji obsługi, na którym rozrysowane są jego części składowe skutecznie zniechęcał mnie do rozkręcania czegokolwiek. Ilość sprężyn, sprężynek, śrubek, śrubeczek, dzwigni i dźwigienek przypominał mi stare dobre czasy, gdy "dzieckiem w kolebce", wiedziony ciekawością świata rozkręcałem różne urządzenia domowe. Patrząc na te wszystkie elementy pistoletu przychodziło mi do głowy tylko jedno urządzenie, którego wnętrze też było nasycone taką ilością "mechaniki". Mam na myśli stary mechaniczny budzik moich rodziców, który w czasach "przed elektronicznych" budził ich do pracy. Budził skutecznie i planowo, więc dobrze by było, gdyby robił to nadal - tak sobie myślałem jako dziecko, gdy już go rozkręciłem, obejrzałem i zabrałem się do skręcania. I tu pojawił się problem. Jak to do licha było wszystko złożone! Na szczęście po wielu próbach udało mi się budzik złożyć w jedną i działającą(!) całość.

Tego typu obiekcje towarzyszyły mi, gdy w końcu postanowiłem wyczyścić pistolet.
W tym celu rozłożyłem łóżko i zasłałem je białym prześcieradłem. Nie dlatego że postanowiłem się przed tą stresującą pracą trochę przespać, ale dlatego że wszystkie sprężynki jakie zawiera dane urządzenie (np. budzik lub pistolet) mają paskudną tendencje do wystrzeliwania w bliżej nieokreślonym kierunku w momencie rozkładania tego urządzenia. I bardzo trudno potem je znaleźć na podłodze. Natomiast na dużej i białej powierzchni są bardzo dobrze widoczne.



Dla ułatwienia, przy dalszym opisie będę posługiwać się numerami części zaczerpniętymi z oryginalnej instrukcji obsługi. Dla tych, którzy nie posiadają takowej, polecam stronę internetową www.roehm-rg.de skąd można ja ściągnąć w formacie PDF.
Rozkładanie pistoletu zacząłem od odkręcenia 4 śrub, które znajdują się na prawej stronie szkieletu - oznaczone numerami 630 i 640. Potem delikatnie cienkim nożem oddzieliłem część szkieletu, która m.in. zawiera osłonę spustu (oznaczona na zdjęciach jako S1) od reszty szkieletu, do którego przykręcona jest rękojeść, lufa, pojemnik z gazem i która zawiera w sobie mocowania prawie wszystkich elementów wewnętrznych - oznaczona na zdjęciach S2. Rozdzielenie tych dwóch części szkieletu, przynajmniej w wypadku mojego egzemplarza, nie było łatwe. Podejrzewałem nawet, że nie odkręciłem jakiejś śruby. Okazało się jednak, że te elementy były tylko ze sobą bardzo dokładnie spasowane.
Tak jak myślałem od razu "uciekła" mi jedna sprężynka, a w momencie gdy zacząłem oglądać wnętrze pistoletu - dwie następne. Na szczęście "pułapka na sprężynki" zadziałała bezbłędnie. Na zdjęciu nr 1 niebieskimi strzałkami zaznaczone są sprężynki, które w momencie rozkładania mechanizmu mogą wystrzelić. Najbardziej "zdradliwymi" elementami są sprężynka i bolec (elementy nr 740 i 370) zamontowane na części szkieletu S1.


Zdjęcie nr 1


Przyglądając się wewnętrznym mechanizmom Twinmastera zacząłem odczuwać pewien niepokój że coś jest nie tak z tą mechaniką, który po chwili zamienił się lekkie rozbawienie. Powodem był fakt, że w rzeczywistości mój pistolet okazał się rewolwerem. Co prawda obrotowy 8 śrutowy bębenek i zewnętrzny kurek sugerował że mam do czynienia z rewolwerem, niemniej jednak wszędzie o Twinmasterze mówi się jako o pistolecie - np. w instrukcji obsługi, literaturze i na stronach www. Tak też o nim myślałem za każdym razem gdy brałem go do ręki. Dopiero po rozkręceniu "pistoletu" widać wyraźnie jak bardzo jest to błędna nazwa. Z mojego "odkrycia" wynika jeden ważny wniosek: nie da się prosto tuningować spustu. Na zdjęciu numer 2A widać napięty kurek "wiszący" na zaczepie języka spustowego - zaznaczony żółtą strzałka. Dalsze ściąganie spustu powoduje ześlizgnięcie się kurka z zaczepu i w konsekwencji strzał.


Zdjęcie nr 2


Jedyną rzecz którą można by zrobić aby uczynić spust bardziej czułym, to spiłowanie zaczepu. Jest to jednak bardzo ryzykowna i delikatna operacja, która może zakończyć się zdeformowaniem zaczepu w taki sposób, że kurka w ogóle nie będzie można napiąć. Z tego też powodu zrezygnowałem z jakichkolwiek przeróbek tych elementów. Zaobserwowałem także inne ciekawe zjawisko. Na zdjęciu numer 2B kurek znajduje się w szczytowym położeniu, tuż przed strzałem, przy strzale z samo napinaniem. Porównując położenie kurka z tym na zdjęciu numer 2A widać, że kurek jest słabiej napięty. W wypadku broni palnej nie ma to znaczenia, ponieważ wystarczy aby w obu trybach (SA i DA) spadający kurek zbił spłonkę w naboju. Natomiast w wypadku wiatrówki wyzwolony kurek uderza w zawór gazowy. Jak można wywnioskować z tych zdjęć, zależnie od trybu, uderza on w zawór z różną siłą, co może się przekładać na różną prędkość wylotową śrutu.
Czy tak jest w rzeczywistości tego nie wiem, bo nigdy nie przyszło mi do głowy porównywanie prędkości wylotowych śrutu przy strzelaniu w trybie SA i DA.
Jedyne co można by poprawić w mechanizmie spustowym, to siłę z jaką trzeba naciskać na język spustowy, aby wyzwolić strzał. Siła ta zależna jest od sprężyny oznaczonej na zdjęciu 1 numerem 400. Nie jest to typowa okrągła sprężyna którą możemy znaleźć w innych domowych urządzeniach i która potrafiłaby zastąpić tą oryginalną. Jedyną metodą jest nawinięcie nowej sprężyny, a tego w warunkach domowych zrobić nie się nie da. Po wyjęciu języka spustowego i kurka, pozostaje wyciągnąć dźwignię blokady kurka i spustu ? oznaczoną na zdjęciu 3 numerem 060.


Zdjęcie nr 3


Trzeba to zrobić ostrożnie, ponieważ pod tą dzwignią znajduje się zagłębienie w którym ukrywa się następna sprężynka ? część nr 740.
W dalszej kolejności odkręciłem suwak bezpiecznika ? zdjęcie nr 3. Po odkręceniu śruby, część nr 330, rozmontowałem uchwyty suwaka (części 210 i 220), który zawiera w sobie maleńkie sprężynki a także dwie kuleczki, które prowadzą suwak w wyżłobionym zagłębieniu szkieletu ? wg rysunku instrukcji części nr 600 i 790, zdjęcie nr 9. Samego kołka blokady nie wyciągałem, ponieważ musiałbym odkręcić nakrętkę która utrzymuje lufę w szkielecie. Jest to nakrętka do której potrzebny jest specjalny klucz. Nie posiadam takiego klucza a poza tym do czyszczenia nie trzeba odłączać lufy od szkieletu.
Po rozmontowaniu mechanizmów spustowego i blokady zacząłem wykręcać ze szkieletu elementy układu ciśnieniowego. W pierwszej kolejności odkręciłem pojemnik na kapsułę CO2, który jest przymocowany do szkieletu za pomocą dużej śruby pełniącej jednocześnie rolę przebijaka kapsuł CO2. Przed rozpoczęciem wykręcania przebijaka, kluczem oczkowym ?trzynastką?, należy pamiętać o wykręceniu imbusem malutkiej śrubki która znajduje się po prawej stronie szkieletu - część nr 660, zdjęcie nr 3. Bez wykręcenia tej śrubki, próba odkręcenia śruby/przebijaka mocującej pojemnik skończy się uszkodzeniem gwintu tej śruby!
Na zdjęciu numer 4 widać rozmontowany mechanizm mimośrodowy który służy do przebijania kapsuł CO2. Aby go rozmontować trzeba wykręcić z pojemnika kapsuł CO2 śrubkę nr 1740 i oczywiście uważać aby nie zgubić sprężynki numer 1780


Zdjęcie nr 4


Sama śruba/przebijak (część nr 1710) nie jest prostym kawałkiem metalu z naciętym gwintem. Przekonałem się o tym próbując wyciągnąć uszczelkę kapsuły CO2 (część nr 1760) aby ją wyczyścić i stwierdzić w jakim jest stanie. Próby "wygrzebania" tej uszczelki małym, płaskim śrubokrętem spełzły na niczym. Nie próbowałem używać żadnego większego narzędzia z obawy przed jej zniszczeniem. Z rysunku zamieszczonego w instrukcji obsługi wynika, że w dużej śrubie/przebijaku, pod uszczelką nr 1760 jest jeszcze inna mniejsza śrubka i o-ring - numery części 1730 i 480. Pojęcia jednak nie miałem jak wykręcić tę śrubkę. Wykręcanie jej od strony uszczelki 1760 byłoby bez sensu, bo właśnie tej uszczelki nie mogłem wyciągnąć. Jedyna droga, przez którą mogłem włożyć jakiekolwiek narzędzie w śrubę/zbijak, to otwór od strony szkieletu. Tylko jakiego narzędzia użyć ? Metodą prób i błędów, wiedziony "kobiecą intuicją", udało mi się w końcu wykręcić śrubkę numer 1730 kluczem imbusowym. Podczas wykręcania tej śrubki z gniazda śruby/przebijaka wysunęła się uszczelka nr 1760 - zdjęcie nr 5.


Zdjęcie nr 5


Następnie rozmontowałem coś co jest albo dowodem na kompletne "pozytywne zakręcenie techniczne" inżynierów z fabryki Rohm, albo na moją kompletną ignorancję w dziedzinie wiatrówek PCP i urządzeń ciśnieniowych. Otóż w okolicy języka spustowej, zamontowany w szkielecie na tzw. "jaskółczy ogon", znajduje się element nr 070 ? zdjęcie nr 3. W elemencie tym znajduje się otwór przez który widać gwint, który nie znajduje się w części nr 070, tylko w wchodzącym w niego elemencie 380. Przyglądając się rysunkowi w instrukcji (elementy nr 070, 510, 380 i 500) doszedłem do wniosku, że w ten otwór należy wkręcić śrubkę SR i następnie wepchnąć ją w głąb szkieletu, co spowoduje przesunięcie się elementu 380 w otworze OTW i odblokowanie elementu 070. Po wykręceniu śrubki i po wyciągnięciu elementu 070 ze szkieletu ponownie wkręciłem śrubkę SR w element 380 i mocno ciągnąc wyciągnąłem ten element na zewnątrz. W ten sposób dostałem się do otworu "OTW", który prowadzi od pojemnika z kapsułą CO2 w dolnej części szkieletu do zaworu gazowego, a który znajduje się w górnej części szkieletu ? zdjęcie nr 6.


Zdjęcie nr 6


Rozumiem że konieczność istnienia tego "korka" podyktowane jest względami technologicznymi, ale kompletnie nie rozumiem dlaczego zamiast zwykłej śruby z o-ringiem zastosowano tak skomplikowane rozwiązanie. Możliwe, że ciśnienie w wersjach ze zbiornikiem powietrza jest tak duże, że śruba by nie wytrzymała, albo w "wyższych" wersjach Twinmastera do czegoś jest to potrzebne. W każdym bądź razie istnienie takiego rozwiązania potrafię określić tylko jednym słowem: FASCYNUJĄCE - które to słowo często używa Alutka w serialu "Rodzina zastępcza". Śrubkę SR dobrałem eksperymentalnie.
Zawór gazowy należy wykręcić kluczem płaskim "ósemką" i wyciągnąć go ze szkieletu. Jak widać na zdjęciu nr 7 zawór był nieźle zabrudzony. Chusteczka higieniczna, na której leżą elementy posłużyła mi tylko do wyczyszczenia samego zaworu. Taką samą ilość brudu usunąłem z gniazda zaworu przy pomocy wacika - przed tą operacją należy usunąć z gniazda zaworu o-ring nr 490. Przy składaniu zaworu należy pamiętać, że w samej obudowie zaworu umiejscowiony jest o-ring nr 480, który też należy nasmarować.


Zdjęcie nr 7


I to właściwie wszystko co trzeba zrobić, aby rozkręcić wewnętrzne mechanizmy Twinmastera. Wszystkie elementy które wyciągnąłem ze szkieletu poukładałem w pudełkach po śrucie, tak aby dany element i sprężynka z nim współdziałająca znajdowały się razem - zdjęcie numer 8. Takie posegregowanie ułatwiło mi złożenie mechanizmu z powrotem. Nie musiałem zastanawiać się gdzie umieścić daną sprężynkę. Zdjęcie to także pokazuje, dlaczego patrząc na rysunek w instrukcji obsługi obrazujący pistolet od wewnątrz miałem pewne wątpliwości, czy jestem w stanie to wszystko złożyć z powrotem w jedną działającą całość - zdjęcie nr 8.


Zdjęcie nr 8


Jak zauważyłem wszystkie elementy mechanizmów były nasmarowane, ale smar już wymagał wymiany. To sugeruje że operacje czyszczenia należy przeprowadzać częściej niż raz na 3 lata niezależnie od ilości wystrzelonego śrutu. Wnętrze mechanizmu było trochę zaśmiecone drobinkami ołowiu, ale nie były to ilości mogące spowodować zacięcie się wewnątrz czegokolwiek. Jak pisałem na początku obydwie części szkieletu były ze sobą ciasno spasowane, co zapobiega wniknięciu brudu do środka. Także o-ringi moim zdaniem nie wymagały wymiany. Przyglądając się poszczególnym elementom podczas ich czyszczenia, stwierdziłem że ich jakość wykonania jest bardzo wysoka. Oczywiście jak na pistolet, czy właściwie rewolwer tej klasy sprzętowo/cenowej. Sam szkielet wykonany jest metodą odlewniczą z twardego stopu aluminium pokrytego farbą, która po nałożeniu utwardzana jest w gorącym piecu. Takie pokrycie zapewnia uzyskanie twardej, dobrze przylegającej do metalu powierzchni ochronnej. Przez te 3 lata eksploatacji na zewnętrznych powierzchniach szkieletu nie ma nawet odprysku farby. Jedynie w miejscach gdzie szkielet styka się z dłońmi strzelca farba jest "wyślizgana". Same krawędzie i płaszczyzny wewnętrzne szkieletu nie zdradzają żadnych śladów obróbki skrawaniem. Trudno mi uwierzyć, że te wszystkie skomplikowane kształty można uzyskać na wtryskarce bez jakiejkolwiek operacji frezowania. Jeżeli jednak tak jest, to firmie Rohm należą się wielkie brawa za sztukę projektowania.

Także ruchome elementy wykonane są bardzo precyzyjnie i nie wykazywały żadnych śladów które sugerowałyby konieczność ich wymiany w przyszłości. Na szczególną uwagę zasługuje tu kurek i język spustowy. Są to części, na które działają największe siły mechaniczne jakie występują w tym rewolwerze. Obydwa wykonane metodą odlewniczą są wyraźnie twardsze od pozostałych elementów. Wydaje mi się, że są wykonane ze stali lub z żelaza z utwardzaną powierzchnią. Nie jestem specjalistą metalurgiem i na dodatek "na oko" trudno ocenić z czym mam do czynienia, ale "szklany" dźwięk jaki wydają te elementy przy uderzaniu w nie czymkolwiek sugeruje, że jest to twardy materiał. W całości oba elementy pokryte są lakierem, który jak sądzę też został utwardzony w wysokiej temperaturze. Oględziny miejsca w którym zaczep kurka wchodzi w wycięcie spustu nie wykazały żadnego śladu zużycia tych powierzchni. Innym drobnym elementem, który wskazuje na dbałość z jaką ten pistolet został wykonany, to podtoczenia osi kurka i języka spustowego od strony części szkieletu S1 - zdjęcie nr 9, część 580, żółta strzałka.


Zdjęcie nr 9


Drugi nie podtoczony koniec przy procesie składania mechanizmu w całość, wchodzi w część szkieletu oznaczony S2 i na niego należy założyć język spustowy.
W momencie składania obydwu części szkieletu, to podtoczenie ułatwia "wślizgnięcie" się końcówki ośki w część oznaczoną S1. Niby drobiazg, a jednak dużo mówi o producencie Twinmastera. W wielu innych wiatrówkach (i to renomowanych firm) można spotkać części które nie są obrobione w sposób ułatwiający montaż, co powoduje że wkładanie ich do obudowy odbywa się trochę "na siłę". Następna drobna rzecz, która ułatwia życie, to zaznaczony żółtym kółkiem otwór w ściance części szkieletu S1 - zdjęcie nr 9. Gdyby nie było tego "okienka", czyszczenie otworu, w którym porusza się sprężynka 740 i bolec 370, byłoby utrudnione. A tak bez problemu wykałaczką można przepchnąć na wylot kuleczkę z waty i tym samym wyczyścić dokładnie ten otwór. Możliwe, że to "okienko" powstało w procesie projektowania przypadkowo. Ja jednak sądzę, patrząc na całość jak i na poszczególne części, że jakiś inżynier praktyk celowo dodał ten drobny element do projektu. Spostrzeżenia, które opisałem dotychczas, nasunęły mi się w czasie rozkładania i czyszczenia mechanizmów. Natomiast podczas składania znalazłem dwa następne ważne ułatwienia, pomagające szybko i "bezboleśnie" złożyć rewolwer w jedną całość. Zdjęcie nr 10 pokazuje jak należy zamontować dźwignię blokady kurka i sprężynkę, która znajduje się pod nim.


Zdjęcie nr 10


W celu ściśnięcia sprężynki nr 740, bez którego niemożliwe jest prawidłowe osadzenie w korpusie dźwigni blokady kurka, należy przez otworek w nim wywiercony przełożyć np. igłę i ścisnąć sprężynkę 740. Prawda, że proste? Bez tego otworku, można by było stracić cały dzień na zamontowanie tych części. Na zdjęciu nr 11 widać co należy zrobić, aby przed złożeniem obu części szkieletu (S1 i S2) w jedną całość, napiąć wstępnie zespół bolec 370 i sprężynkę 730.


Zdjęcie nr 11


Przy rozkładaniu rewolweru zaciekawiło mnie po co w tym bolcu zrobiono podtoczenie. Dopiero przy operacji składania, gdy zastanawiałem się, jak zaczepić od wewnątrz ten bolec na popychaczu bębenka zauważyłem, że ta część szkieletu ma w ściance otwór o średnicy ok. 1 mm, przez który widać sprężynkę 730. Gdy wcisnąłem bolec 370 w głąb szkieletu w tym otworze pojawiło się podtoczenie, które wywołało moje zaciekawienie na samym początku. Wystarczyło tylko włożyć końcówkę spinacza w ten otwór i bolec został zablokowany w pozycji umożliwiającej bezproblemowe złożenie szkieletu w jedną całość. Po wkręceniu śrub 630 i 640 w szkielet rewolweru wyciągnąłem spinacz.

Wewnętrzne elementy metalowe wyczyściłem benzyną ekstrakcyjną. Sam szkielet wyczyściłem tylko od wewnątrz wacikiem zanurzonym w benzynie. Po wyczyszczeniu elementu 070, który pokryty jest lakierem tak samo jak kurek i język spustowy, zauważyłem że jego powierzchnia zmatowiała. Z tego też względu nie próbowałem używać benzyny do czyszczenia tych części. Mechanizmy wewnętrzne (kurek, język spustowy, sprężynę kurka, dźwignie blokady bębenka, popychacz bębenka, dźwignie blokady spustu) przesmarowałem smarem litowym zgodnie z zasadą ?im mniej tym lepiej?. Mechanizmy zewnętrzne (suwak blokady spustu, mechanizm mimośrodowy przebijaka kapsuł CO2) przesmarowałem smarem przeciwzatarciowym z dodatkiem miedzi. Wszystkie o-ringi po wyczyszczeniu przetarłem wacikiem namoczonym w czystym olejku silikonowym. Dodatkowo o-ringi zaworu gazowego nr 480, 490, gwinty gniazda zaworu gazowego oraz przebijaka kapsuł CO2, zbijak zaworu gazowego (część nr 420) przesmarowałem czystym smarem silikonowym. Zestaw smarów i olejek kupiłem w sklepie internetowym sprzedającym akcesoria do wiatrówek.

Wnioski.

Zasadnicze wnioski są trzy:
1. Budowa wewnętrznych mechanizmów jednoznacznie wskazuje że nie jest to sprzęt wyczynowy. Pomimo możliwości rozbudowy rewolweru o dodatkowe akcesoria w wyższych modelach, przy zachowanym tym samym mechanizmie spustowym, pewnego poziomu nie da się przeskoczyć.
2. Tego rewolweru, moim zdaniem, nie opłaca się tuningować. Wszystkie elementy jako poszczególne części i jako całość wykonane są na jednym, wysokim poziomie. Zmiana jednego elementu nie daje prawie żadnych zauważalnych korzyści. Natomiast próba zmian kilku elementów musiałaby właściwie prowadzić do przekonstruowania całego rewolweru. Co oczywiście jest bez sensu i na dodatek nieopłacalne ekonomicznie.
3. Jest to sprzęt, który przy odpowiedniej konserwacji i traktowaniu będzie służył właścicielowi "wiecznie". Za cenę niewiele odbiegająca od ceny innych wiatrówek pistoletów lub rewolwerów np. firmy Umarex dostajemy sprzęt, który w kategorii jakość wykonania jest bezkonkurencyjny. Oczywiście pistolety/rewolwery Umarexa są dedykowane do innego rodzaju strzelania, ale dlaczego nie są tak dobrze wykonane, skoro kosztują prawie tyle samo co Twinmaster w wersji Action?

Poza tym zaczynając rozkręcać i czyścić Twinmastera, trzymałem w ręku pistolet. Kończąc prace i pisanie tego artykułu stałem się posiadaczem rewolweru. Kto nie wierzy, niech porówna zdjęcia z rysunkami dowolnego rewolweru. Gdyby tak jeszcze podczas czyszczenia jakiejś Beretty 92 FS Umarexa, okazało się że jest to Beretta 92 ale w kalibrze 9 mm... Ech, te marzenia.

Od Autora:

Artykuł ten dedykuje Panu posłowi Jerzemu Dziewulskiemu z SLD, którego "wiedza i autorytet" w dziedzinie broni oraz "fachowość" w stanowieniu prawa zaowocowały kuriozum na skale światową w postaci wiatrówek gładkolufowych. Dzięki czemu jednak stałem się posiadaczem Twinmastera i zainteresowałem się strzelectwem nie tylko gładkolufowym. Ale o tym lepiej nie będę pisał, bo odnoszę wrażenie, że Pan poseł boi się uzbrojonego obywatela, który na dodatek wie jak się tą bronią posługiwać.


Autor: Jarosław Rybczyński
Zdjęćia: autor
Artykuł ukazał się w Przeglądzie Strzeleckim "Arsenał" w czerwcu 2005 roku, nr 5 (16), na stronie 30.