Test wiatrówki Diana 75



RFN-owski odpowiednik Haenela 312


Witam wszystkich zainteresowanych wiatrówką Diana 75. Karabinek jest Made in Germany, nosi już znaczne ślady czasu na sobie, ale wciąż widać reprezentowaną w nim wysoką klasę sprzętu. Jeżeli zaufać poprawnemu odczytowi cyferek z cylindra, to wychodzi że data produkcji to maj 1981 r.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Czemu taki wybór?
Szukałem dla siebie wiatrówki bardzo celnej i "z duszą". Przy tym bardzo wyważonej pod strzelca, w pełni regulowanej i precyzyjnej. Mój wybór padł na wyczynowy karabinek pneumatyczny. Oczywiście z wiadomych względów brałem tylko pod uwagę używane wiatrówki. Początkowo wybór padł na FWB 300S, ale życie lubi płatać figle i ostatecznie zdecydowałem się na chyba troszkę mniej popularną w Polsce Dianę 75.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Po zakupie strasznie dłużył mi się czas oczekiwania na przesyłkę. Przeżywałem już chwilę zwątpienia, ale w końcu paczka doszła. Wreszcie mam!!!

Z ciężkiej paczki wyciągnąłem wielki i ciężki KARABIN. Noooo... buzia już mi się uśmiechnęła, przynajmniej wygląd jest już profesjonalny! Przymierzyłem ą niezgrabną i toporną dla niektórych wiatrówkę i... NIESAMOWITE! On SAM LEŻY na strzelcu i pomimo solidnej wagi wcale nie jest taki ciężki na jaki wygląda. Wagę oczywiście czuć, ale prawa ręka idealnie obejmuje chwyt pistoletowy, a po zablokowaniu lewego przedramienia na lewej dłoni Diana 75 leży stabilnie jak Titanic na dnie oceanu i ani drgnie. Tego nawet w marzeniach się nie spodziewałem. Jest po prostu FANTASTYCZNY.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


No to szybko po Tomitex LOK i w komorę. Kawałek papieru z nabazgraną flamastrem kropką, dystans ok. 10 m. Pozycja stojąca, oko w przeziernik, palec na spuście, myślę żeby nacisnąć i...
O co chodzi?
Stoję dalej, dopiero mierzę, patrzę w przeziernik, ale w tarczy JUŻ sobie JEST maleńka dziurka. Odgłos strzału był. Chyba... jeszcze się zastanawiam. Słyszałem coś, co przypominało składanie starego drewnianego plażowego leżaka. Dziura w tarczy jest, to chyba strzeliłem. Nic nie poczułem, żadnego szarpnięcia, przecież dalej patrzę w przeziernik i celuję. Ładuję jeszcze raz. Celuję, myślę o strzale i... znowu kolejna dziurka w tarczy.



NIESAMOWITE! Spust działa na delikatne muśnięcie przez skrzydełko muszki owocówki (takie małe, każdy na pewno widział, lubią wpadać do wszelkiego rodzaju słodkich trunków w kieliszkach). Do tej pory uczyłem się zginania palca na spuście, miało to duży wpływ na ostateczne nadanie kierunku lotu śrutu. Tutaj napinam, ale gdzie tam, myślę o napinaniu mięśni palca i już... śrut w drodze.
Kolejna sprawa - po usłyszeniu odgłosu wystrzału dalej patrzę, co ważne STABILNIE, w przeziernik. Dlaczego? BO TO NIE KOPIE!!! Gdyby mi to ktoś powiedział, też bym sceptycznie podszedł do takiej informacji. Nie ma co wierzyć na słowo, to po prostu trzeba samemu sprawdzić. Ta zasada jest realizowana przez nie jeden, ale dwa tłoki w karabinku, które jako identyczne biegną w tym samym czasie w dwie przeciwne strony. Odrzutu nie ma, bo uderzenie się znosi. Jeden tłok działa klasycznie i wypycha śrut, drugi działa jak przeciwwaga, tu nie ma co wierzgać! Naciskasz, słyszysz "składanie leżaka" i... już. Masz wrażenie, że to ktoś z innego karabinka strzelił. Bo nie ty, przecież nic nie poczułeś w kościach, a przecież to wiatrówka, więc powinna kopnąć.
Niedowiarków i tak nie przekonam. Proponuję przetestować, jak ma ktoś taką możliwość, podobny sprzęt i wyrobić sobie zdanie samemu.
Po kilku próbnych strzałach ustawiłem pod swoje oko przeziernik, założyłem nową kartkę z kropą i uszykowałem 10 śrutów. Tym razem pozycja podparta, dystans ten sam, kropa rozmiarów połowę mniejszych niż 1 złotówka. 10 razy "złożyłem leżak" i wystrzelałem dziurę centralnie, ale na wielkość jak widać. Ho, ho, jak na pierwsze zapoznanie z wiatrówką to dla mnie FANTASTYCZNIE.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiem, wiem, powinna być jedna dziurka, pewnie będzie, ale nie po paru śrutach. Ale fakt: "przykładasz i dyszka, przykładasz i dyszka" - jak nigdy taka monotonia mi się podoba!

Ani trzymanie wiatrówki i jego wyważenie, ani celność Diany 75 nie jest porównywalna żadnym karabinem z jakiego do tej pory strzelałem. Tu nie ma porównywać. Po prostu działa on od początku do końca inaczej niż się spodziewamy. Wszystko jest dużo, dużo lepsze, i takie na początku "obce". Ale potrafi szybko zjednać do siebie.

Dopiero wieczorem dobrałem się do Diany 75 organoleptycznie.

Fakt, widać że już nie jest pierwszej młodości. Łoże powgniatane tu i ówdzie, przede wszystkim jest brudne. Osłona lufy z tworzywa podrapana, przeziernik brudny, ledwo coś widać, obudowa przeziernika poobijana. Oksyda ledwo się trzyma, pozostałości koloru granatowo grafitowego (nie jest to czarna oksyda), delikatne ślady początku chętnej do zagoszczenia "rudowłosej". Na regulowanej stopce biały kiedyś pasek ma kolory starego kremu. W okolicach stopki niewielkie pęknięcie kolby. Sam orzech z którego wykonano osadę jest bardzo ciemny, chwyt pistoletowy prawie czarny.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75 alt=


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Słowo o gwincie w lufie, co widać przy muszce bez nadmiernego wpatrywania się. Obrazowo - ma się tak do tych co już widziałem, jak precyzyjnie zaorane głęboko pole, do cienkich i nierównych śladów na śniegu zostawionych przez saneczki. Zastanawiam się, czy śrut zanim nie opuści lufy nie jest dokładnie pokrojony przez głęboki gwint. Przy czym precyzja wykonania kształtu owego gwintu jest już na pierwszy rzut oka bardzo widoczna.

Rozdzieliłem osadę od części właściwej za pomocą śrub imbusowych. Z drewienka jeszcze pościągałem plastikowe fragmenty osłony spustu oraz dolną listwę aluminiową. Gołe drewienko zostało poddane gruntownemu, "z czuciem", szczotkowaniu w wannie. Po smugach w kolorze smoły oczom ukazało się pięknie usłojony orzech. Nie ma już tak ciemnego zabarwienia, słoje są wyraźne ale jednocześnie stonowane. Chwyt pistoletowy oczarował mnie swoją lekko ciemniejszą niż pozostałe fragmenty osady barwą. Taki delikatnie podpalany. Całość wyszła bardzo ładna. Pozostały, niestety, przebarwienia po sporej ilości naklejek na łożu. Następnym zabiegiem było narzucenie wilgotnej szmatki i prasowanie osady żelazkiem. Ktoś kto wymyślił tą metodę powinien dostać nagrodę Nobla. Sam nie wierzyłem, ale 9/10 wgnieceń zniknęło. Pozostało parę głębszych naruszeń, ale giną w całości wymytej i wyprasowanej osady.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Resztę osprzętu, jak przeziernik czy muszka, itp. dokładnie została wymyta i wyczyszczona. Po złożeniu w całość... to zupełnie inna wiatrówka. Teraz jest PIĘKNA.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Przeziernik doskonale ułatwia celowanie. Jego ustawienie nie nastręcza problemu, pokrętła chodzą stabilnie, łagodnie klikając, i przy każdym ruchu mamy odpowiedni odczyt na skali przesuwu.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Aby przybliżyć Czytelnikom kawałek możliwości Diany 75 zamieszczam poniżej cztery tarcze wystrzelane "na poczekaniu".
Przyznam się od razu, że do dobrego strzelaca jeszcze mi sporo brakuje. Proszę więc o wyrozumiałość.
Dystans to ok. 17 m, pozycja podparta. Serie tylko 10-strzałowe. Śrut Tomitex LOK. Wczśniej rozgrzewka, ok. 10 strzałów, potem w publikowanej kolejności strzelanie do tarcz.


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Wiatrówki to nasze hobby, test wiatrówki Diana 75


Autor: Skoratech
Zdjęcia: autor
Artykuł umieszczony na stronie skoratech.republika.pl