Test taniości. Epopeja chińska w czterech aktach.



Industry Brand B3 i QB79, Sharp Innova, a śrut KTK w tle.


Ze strzelaniem sportowym (w wydaniu amatorskim) zetknąłem się na przełomie lat 70/80 będąc w szkole średniej. Na PO (przysposobienie obronne) wystrzelałem z kbks 48/50 za pierwszym podejściem. „Sor” stwierdził, że to „fuks”, więc kazał mi strzelić dwie następne serie. Obie były powyżej 45. No to „zapisali” mnie do sekcji strzeleckiej przy klubie wojskowym. Dodatkową wygodą było to, że w szkole mieliśmy strzelnicę pneumatyczną 10 m (z mechanizmami dosuwania tarcz do strzelca) oraz kulową 50 m, zatem nie trzeba było daleko chodzić na strzelnicę. Strzelałem z karabinka pneumatycznego, pistoletu pneumatycznego i kbks. Nie ukrywam, że ten ostatni najlepiej mi pasował, strzelanie z wiatrówek nie podobało mi się. Nie lubiłem ubierać skór i pasów, uważałem, że to leciutkie „przegięcie”. Do tego rodzice dwóch moich kolegów mieli wiatrówki - jeden miał Łucznika, drugi Slavię, zatem rekreacyjnie męczyliśmy wiatrówki. Później postrzelałem sobie w naszym wojsku (ludowym jeszcze) prawie z każdej broni ręcznej. Od lat 90-ych była posucha - proza życia, trudności (formalne) z zakupem „broni” nie zachęcały do strzelania, a także inne hobby (żeglarstwo morskie - także kosztowne) nie zostawiły miejsca na strzelanie.

Akt pierwszy
Wzięło mnie po...ało.

Gdy zamieszkałem na wsi zacząłem mieć więcej wolnego czasu i miejsca na różne „ekstrawagancje”. Postanowiłem zatem zanabyć sobie wiatrówkę. Z młodości pamiętałem, że lepsze były ze stałą lufą (sam strzelałem z karabinku pneumatycznego z bocznym naciągiem), zatem poszukałem reklam i... kupiłem Industry Brand B3 z celownikiem Tasco 4x20. W dodatku wybrałem kaliber 5.5 mm, bo nasza mistrzyni olimpijska przekonała mnie, że celna, mocna, itp. (żeby jeszcze gotować umiała... znaczy wiatrówka, bo mistrzyni pewnie umie). Zawsze wiedziałem, że świat w reklamach jest bardziej kolorowy, ale że aż tak!!!! Tego bym nie przypuszczał.. Fakt, moja wina - mogłem zapytać żonę jak piorą reklamowane proszki. Na swoje usprawiedliwienie muszę dodać, że trochę celowo kupowałem karabinek budżetowy. Jednym z założeń było to, że muszę sprawdzić co jest w środku (taki mam nawyk), zatem od razu rezygnowałem z gwarancji, oraz istniało ryzyko, że zostanie mi kilka śrubek na zapas. Wiwisekcję Industry brand B3 zrobiłem po dwu dniach strzelania. Innego wyjścia nie było. Po otwarciu pudełka wyjąłem „szczelbę” świecącą się jak psu... ten, tego, nos. Wow, ale fuzyja, powiedziały moje dziewczyny (żona i córka). Zamontowałem celownik i do stodoły. Pomiędzy łódkami znalazłem kilkanaście metrów wolnego miejsca, przypiąłem tarczę do deski, załadowałem (instynkt samozachowawczy nie kazał mi puszczać dzwigni naciągu) i sruuuu... Kopnęło jak z kałacha i... tarcza calutka. Drugi raz i sruuu... to samo. O nie. Wziąłem kawałek płyty pilśniowej (60x100 cm), namalowałem kółko na środku i sruuu... prawie nie zmieściłem się w płycie. Jest dobry początek - wiem gdzie nosi. Zacząłem kręcić pokrętłami (każdy kto widział „ołówek” wie jak owe pokrętła wyglądają) a na końcu i tak zabrakło mi około 15 cm do namalowanego kółka. Co tu zrobić... Mr. Googiel twoim przyjacielem jest. Przy okazji przeczytałem co kupiłem. Matko! Oby tylko żona nie szukała „recenzji” mojego zakupu, bo dostanę szlaban. Jako biurwa z zawodu (znaczy prawnik praktyk) palców potrzebuję do obsługi klawiatury i podpisywania faktur. Jak wspomniałem, Mr Googiel doradził abym uciął kawałek kliszy. Tak też zrobiłem i powolutku zacząłem „zerem” zbliżać się do mojego kółka. No niestety nie dało rady. Przy którymś strzale celownik spadł wraz z montażem. Hmm... Może się rozkręca. Założyłem na nowo i zastosowałem klej do gwintów. Zaczynamy zerowanie od początku. Cholera jedna po kilkunastu strzałach znów odmówiła współpracy. Cóż, musiałem zwrócić większą uwagę na optykę. Czuła się niezauważana, więc robiła fochy. Okazało się, że szyna montażowa i montaż są tak skonstruowane, że nie mają prawa współpracować. Podziękowałem mojemu celownikowi za wytrwałość, wszak mogła przy pierwszym razie zlecieć. Co tu zrobić? Reklamować? Przesyłka w obie strony to 50% wartości sprzętu, ponadto w sobotę nie mam co robić. Wziąłem frezarkę (kupiłem taki zestaw: frezarka, giętki wałek i ze 200 różnych frezów, tarczek, itp.) założyłem tarczkę do cięcia stali (fi 30 mm) i poprawiłem azjatycką myśl techniczną. Zamocowałem celownik i próbowałem testu zrywalności. Złapałem za montaż i wiatrówkę i próbowałem siłą je oddzielić. Trzyma. No to wracamy do „zerowania”. Dalej było już z górki. Zacząłem zbliżać się do „celu”. Prawie. No bo rozrzut był tak mniej więcej 1.5 T (gdzie T to standardowa tarcza 14x14 cm). Testowałem różne postawy, chwyty i ni cholery nie mogłem strzelić więcej jak 35/50 z 13 m. Wychodząc wieczorem ze stodoły rzekłem - ja tu jeszcze wrócę! W domu poszedłem na konsultacje z Mr Googlem. Konsylium orzekło: rozbiórka. Wymontowałem wszystko ze środka. Jako zabezpieczenie sprężyny wybijającej oczy świetnie sprawdziło się ciężkie dębowe biurko - wiatrówka idealnie wchodziła na sztorc (bez osady) i po wyciągnięciu bolca dała się bezkonfliktowo wybebeszyć. Policzyłem części. Młotek ma tylko o jedną mniej, zatem nie zapomnę wsadzić wszystkiego do kupy.

Zacząłem od dociążenia tłoka. Okręciłem go taśmą izolacyjną, stopiłem w puszcze po śrucie trzy ciężarki do wyważania kół a następnie wlałem do tłoka stojącego w kubku z wodą. Przy okazji okazało się, że śruba mocująca uszczelkę jest krzywa. Montaż nie dokręcił do końca, a kontrola jakości (wiem, wiem poniosło mnie) przepuściła, więc prawa fizyki usunęły niedoróbkę (luźną uszczelkę) poprzez skrócenie. „Najkrócej” było zgiąć śrubkę w „piorun” i zdecentrować (fajne słowo) uszczelkę. Wymieniłem śrubkę i uszczelkę (zanabyłem na targu wraz ze śrutem - jakieś olśnienie mnie naszło). Dociążenie tłoka zwiększyło także wstępny naciąg sprężyny zatem wsadzenie wszystkiego razem do kupy nie było takim „ot tylko” wyzwaniem. Przy okazji muszę powiedzieć, że cylinder wyglądał całkiem dobrze. Następną „rzeczą” do której się dobrałem był „system” (znów mnie poniosło) spustu. Wypolerowałem współpracujące elementy i całość elementów „szczelby” nasmarowałem smarem molibdenowym. Przy tej czynności też mnie poniosło i jak strzeliłem po złożeniu to myślałem, że coś się urwało, taki huk był. Na szczęście nic się nie urwało, to tylko „diesel”. Po tych przeróbkach i gdy smar się „wydislował” cykl strzału był bardziej delikatny (o tyle o ile termin „delikatny” pasuje do cyklu strzału w Industry Brand B3) i na 10 m zacząłem trafiać mniej więcej tam gdzie chciałem. Zero w celowniku zaprzestało także (w każdym razie wyraźnie ograniczyło) swoje wędrówki. Po dwóch tygodniach strzelania w zimie zaczął złazić lakier (mam na myśli tą powłokę którą błyszczała się osada) z osady. Postanowiłem „temu lekieru” w tym pomóc. Opalarka, mały skrobaczek i jazda... No rzesz kurde. Drewno tylko w części było drewnem. Pozostałość stanowiła przecudnej urody szpachla która nie chciała przyjąć żadnej bejcy, a chińskiej akurat nie miałem (tak sobie pomyślałem, że chińską by przyjęła). Samo zaś drewno jest jedynie dwa stopnie twardsze od balsy. Postanowiłem zatem zastosować metodę radykalną. Opaliłem całość osady na prawie czarno opalarką i potem pokryłem olejem lnianym kilka razy. Karabinek zaczął wyglądać jak wykopek z 1918 roku. Mnie się podobał bardziej niż w wersji „kalwaryjskiej”, osoby postronne pytały, czy nie jest po dziadku. Zacząłem zatem strzelać. Jak się okazało, że strzelanie i trafianie w wydaniu chińskim to, pomimo tuningu, dwa różne zbiory cech wiatrówki, rozpocząłem eksperymenty „destrukcyjne”. Okazało się, że nasza mistrzyni olimpijska i w „mocy” mnie troszkę oszukała. Hm... Trzeba dopomóc fizyce. Zabawa z „dieslami” była przednia. Nie opiszę tego wątku, gdyż młodzież także czyta, ale dodam iż szkoła średnia przywołana w retrospekcji to było technikum chemiczne w którym byłem prymasem (albo coś podobnego). Co było dalej z B3? Przy jednej z „okazji bez okazji” okazało się, że mój czarny wykopek celnością i „szmocą” przewyższa inne produkty inżynierii chińskiej (wybaczcie znów mnie poniosło) - nawet te za 4 stówy na targu - i zdobyłem mistrzostwo grilla. Jednak było to możliwe jedynie na śrucie Umarex. Wszelkie oztaye, pointy itp. wykazywały tendencję do samodzielnych lotów. Jako, że jeden z kolegów zapałał miłością do mojego karabinu, więc z wielką ulgą mu odstąpiłem za cenę prawie wyjściową. Znaczy stratny nie byłem, a doświadczeń miałem na przynajmniej następne dwie wiatrówki. Zdjęć B3 nie robiłem. Wstyd mi.

Akt drugi
Mam kubitę

W przedziwny sposób trafiła do mnie wiatrówka Industry brand QB79. W zestawie była butla 9oz, butla 88g i celownik Gamo 3-9x40 z krzyżem mil-dot (krzyż z podziałką i trapez na dole). Fiu fiu! Zamek czterotaktowy. Miodnie to wygląda. Rozpocząłem strzelanie. Najpierw 5 strzałów na 10 m. Jedna dziura. Zwiększamy odległość na 20 m. Kurcze wyniki są całkiem całkiem. Po wystrzeleniu ze 100 śrutów zacząłem zauważać drobne niedogodności. Spust pracuje zbyt twardo i zrywa się strzał, oraz troszkę „szmocy” ma mało. Niby nie demoluję nałogowo puszek, ale na 40 m widzę jak leci śrut. Celność jest niezła, ale przy wietrze bocznym bardzo znosi śrut i w dodatku w sposób nie do końca przewidywalny. Na dzień dzisiejszy jedynie wypolerowałem elementy spustu i zamocowałem tripod do łoża.


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Luneta i stojak


Kupiłem na targu lunetę obserwacyjną (metalowa) 30x60 z tripodem bez regulacji wysokości. Pomyślałem, poszperałem i znalazłem taki „bączek” stanowiący wkręt do drewna z otworem w środku na gwint do śruby. Akurat rozmiar gwintu pasował do śrub w statywach fotograficznych. Wkręciłem zatem bączek w osadę i przymocowałem tripod od lunety, a do lunety dokupiłem statyw fotograficzny.


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Industry Brand QB79 na trójnogu


„Kubita” jest jeszcze przed tuningiem gdyż ciągle wypluwa śrut, a procesowi dopieszczania poddawany jest inny karabinek (o którym w następnym akcie). Nawet żona i córka zaczęły strzelać. Wiem już co będę robił z oną kubitą, ale zanim do tego dojdzie postanowiłem kupić karabinek na czas gdy CO2 „nie wyrobi”. Wybór padł na wiatrówkę Sharp Innova.

Akt trzeci
Szarpiemy się

Sharp Innova to przemyślany nabytek. Przeczytałem materiały z kilku for i do końca wahałem się pomiędzy Sharpem, Hatsanem i Slavią. To, że mam Sharpa nie oznacza, iż sprężyna kiedyś nie powróci. Po prostu Sharp wydał mi się wiatrówką z dużym potencjałem. Zanabyłem zatem za 280 zł karabin pneumatyczny w osadzie „mahoniowej” i dokupiłem do niego celownik Gamo 3-7x28. O ile Gamo od „kubity” wyglądało na to lepsze (napisy są grawerowane) to owe drugie już nie sprawiało takiego wrażenia, ale nie działa (Tasco w B3 działało - wiecie co mam na myśli). Zmontowałem zatem zestaw i pierwsze próby. W pudełku wraz z wiatrówką było małe pudełko śrutu, kilka tarcz, „zaświadczenie o koszerności”, gwarancja oraz karteczka (instrukcja to nie była z całą pewnością), że pod rygorem niemalże dekapitacji zabrania się pompować więcej niż 5 razy. Wersja Inovy, którą kupiłem, ma już inny port ładowania oraz łączenie lufy z pompką. Wygląda solidniej niż w poprzednich wersjach, ale osłona lufy ma luz ok. 1 mm przy korpusie. Rozpocząłem, jak już wspomniałem, szarpanie. Okazało się, że karabinek strzela nienajgorzej, ale ma takie przedmuchy, że przy strzale gasi zapalniczkę gazową przystawianą do okolicy portu ładowania, a nawet przy języku spustowym. Napompowałem kilka razy poza magiczne 5 i potem coś zaczęło psykać. Sharp Innova też była kupiona z myślą o tuningu, zatem gwarancja poszła na podpałkę do kominka, a potrzebne okazały się śrubokręty i młotek.


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Inonva Sharp w wersji "rurki"


Rozebrałem całość (opis niejednokrotnie był na forum, zatem ominę tę seksowną część obcowania z wiatrówką) i pomyślałem co by tu poprawić. Poprawić niby można wszystko, ale nie zamierzałem konstruować nowego karabinka. „Psykanie” to nowość w Sharpie - zabezpieczenie przed przepompowaniem. Uszczelka pompki ma dziurkę, także w tłoku jest dziurka. Jak jest zbyt duże ciśnienie to nadmiar ucieka tą dziurką. Niestety jak raz przepuści, to potem psyka już przy trzeciej pompce. Zadzwoniłem do jednego ze sklepów sprzedających Sharpy i zamówiłem nową uszczelkę (bez dziurki) a w starej problem nareperowałem kawałkiem wykałaczki. Na razie działa, a nowa uszczelka jest na zapas.


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Uszczelki do wiatrówki Sharp Innova


Po oględzinach rozłożonego karabinka okazało się, że lufa jest wklejona w korpus, ale klej jest głównie po jednej stronie otworu którym dostaje się powietrze. Dosyłacz uszczelnia się oringiem w lufie, zatem bokiem powietrze ma prawo (i skrzętnie z niego korzysta) uciekać. Ponadto uszczelnienie w postaci oringu, pomiędzy pompką a lufą nie ma prawa działać. Blaszka która mogła by go docisnąć działa jedynie z jednej strony, gdy całość ściągana jest do dołu śrubą (na stronę przeciwpołożna do strony umiejscowienia oringu), zatem powietrze musi (praw fizyki się nie oszuka - jak jest dziura to... itd...) dmuchać w stronę spustu. Poprawy wymaga także praca spustu i luz lufy w osłonie. Można by też zrobić koronę lufy (tego się bałem najbardziej) oraz zwiększyć kanały doprowadzające powietrze do lufy. Otwór którym wychodziło powietrze z zasobnika miał średnicę mniejszą niż bolec zamykający zasobnik. Rozwierciłem zatem otwór w zasobniku na 4 mm. Rozwierciłem także otwór w korpusie w miejscu gdzie powietrze z pompki doprowadzane jest do lufy. Powiększyłem także frezem 3.5 mm otwór w lufie (zrobiłem owalny).

Korona lufy. Hm... Mam nadzieję, że nie będzie koroną cierniową. Raz maty rodyła. Wziąłem kamień kulisty szlifierski, położyłem na podłodze a na niego kładłem paski papieru ściernego o obracałem lufą opartą w taki sposób w jaki jaskiniowcy rozpalali ogień. Co z tego wyszło miałem przekonać się po montażu. Przyszła pora na unieruchomienie lufy w osłonie. Założyłem na lufę koszulkę termokurczliwą. Okazało się, że jedna warstwa to za mało, a dwie na całej długości powodują takie tarcie, że osłona nie wchodzi. Zatem na lufie jest jedna warstwa na całej długości i kilka pasków w pewnych odstępach. Niestety lufa z koszulką nie mieści się w korpusie. Rozwierciłem więc otwór (plastik a więc idzie łatwo) tak aby lufa wchodziła z pewnym oporem i wsadziłem lufę w korpus. Weszła z takim oporem, że o następnej rozbiórce można pomarzyć. Potem przystąpiłem do montażu zespołu pompki. Oring który uszczelnia pompkę w korpusie owinąłem taśmą teflonową i całość pompki na ostatnich kilku centymetrach posmarowałem silikonem neutralnym i wcisnąłem do korpusu. Naciąłem także na dosyłaczu śrutu dodatkowy rowek na oring tak aby doszczelniał dosyłacz w korpusie (pierwszy oring doszczelnia się tylko w lufie). Po ustawieniu osiowości zablokowałem śrubą „najważniejszą” (jedna śruba mocuje i ustala pompkę w korpusie oraz cały karabinek w osadzie) i przystąpiłem do polerowania elementów spustu. Niestety kostka w systemie spustu nie jest już z mosiądzu, ale jest z aluminium. Po złożeniu całości odczekałem dwa dni i przystapiłem do testów. Przedmuch jeszcze są znacznie mniejsze. Aby te przedmuchy jeszcze zmniejszyć należy przerobić element w którym przesuwa się bolec otwierający zasobnik powietrza, tak aby stanowił jeden element z zasobnikiem. Wiem jak, wiem kto, ale nie wiem czy warto. Karabinek jest celny i „mocny”. Niestety nie mam chrono i nie mogę zmierzyć prędkości śrutu, ale porównując do B3 i QB79 przebija więcej. Żelazo zrobione, spójrzmy na drzewce. Lakier na osadzie jest kiepski. Na pierwszy rzut oka osada wydaje się być olejowana (jest matowa), na drugi wygląda jak plastik, a lakier łatwo się odgniata i złazi. Drewno wygląda na miękkie, ale przyzwoite. Da się zrobić. Robota na „więcej czasu”. Po „dopieszczeniu” karabinka należało zastanowić się nad śrutem.

Akt czwarty
Co wsadzić w dziurkę?

Dobór śrutu nie jest sprawą łatwą. Śrut ma być tani i dobry i w dodatku ten sam. Po „przejściach” z B3 gdzie paczka śrutu 250 szt. Umarex w sklepie kosztowała 20 zł zacząłem mieć wątpliwości, czy wiatrówki to tania rekreacja. W sklepie (tym samym) Tomitex 4.5 kosztował 19 zł a inne były jeszcze droższe. Śruty kupowane na bazarze okazały się porażką. Świetnie latał śrut ten który u wszystkich świetnie lata (JSB), ale był drogi. Po konsultacji z Mr Gooogle i analizie treści kilku for zrobiłem eksperyment i kupiłem 5 opakowań słowackiego śrutu KTK w czarnych plastikowych pudełkach. Śrut wygląda nieźle. Nie ma opiłków i jest leciutko naoliwiony. Nie jest to żadna rewelacja. Co kilkanaście strzałów trafia się śrucina odskakująca na 3-5 cm w bok (najczęściej w górę), jednak z uwagi na cenę (9 zł) można mu to wybaczyć. Cena śrutu była istotnym czynnikiem. Na sobotnie strzelania przyjeżdżają do mnie bracia i wtedy do dwu karabinków (mało ich cholibcia) zasiada łącznie 5 osób. Aby zrobić test konsumencki poprosiłem kolegę o użyczenie jego (mojej byłej) B3. Strzelałem na odległość 20 m (mierzone miarką) do typowej tarczy 14x14 w wersji xero. Chwilowo testu na 40 m nie mogę zrobić (składowisko drewna przesłania „kulochwyt”), ale pewnie pokuszę się za kilka tygodni. "Szczelbę" sobie wtedy odpuszczę. Na tę odległość trafiam w piłkę od kosza, w płytę CD sporadycznie. Moja domowa strzelnica ma standardowo dwie odległości 20 m i 40 m. Jak skończę taras, to z tarasu będzie można strzelać na 50 m, w dodatku pod dachem. Ale dość o przyszłości, wracamy do testu. Strzelałem z pozycji siedzącej przy stole. Niby pozycja nie uznana za koszerną, ale test miał być sprzętu, a nie strzelca po gwarancji i przecenie. Wiatrówki były podparte. B3 oraz Sharp na rolce ręcznika papierowego, a QB79 na trójnogu. Wcześniej trochę się wstrzelałem w każdy z karabinków. Strzelałem ze śrutu KTK, a z B3 z Umarex. Dla „rozrywki” wystrzeliłem z B3 10 kulek ołowianych, kupione na targu jakieś „hiper noname”. Zdjęcia mówią same za siebie. Oczywiście tarcza w każdym przypadku jest najlepsza z testu. Z kulek w najgorszej trafiłem w tarczę tylko 6 kulkami.


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Industry Brand B3 i śrut Umarex


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Industry Brand QB79 i KTK


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Sharp Innova i KTK


Wiatrówki to nasze hobby. Industry Brand B3, Sharp Innova, Industry Brand QB79, a śrut KTK w tle.
Industry Brand B3 i kulki


Wiem, że z wynikami daleko mi do „ligi”, ale wiatrówki te mają służyć tylko do rekreacji. Do tarczy strzelamy jedynie gdy robimy rodzinne zawody. Zazwyczaj to strzelamy do różnych celów (puszki duże, małe, malutkie, kapsle, pinezki). Efektownie wygląda strzał do naboju hukowego wsadzonego w płytę gipsową (oczywiście jak się trafi). Z uwagi na to, że nikomu nie chce się łazić i ustawiać kapsle albo zmieniać tarcze (zwłaszcza na 40 m) zamówiłem spinerki. Mają dojść za dwa dni.

Finał
Co myśli narrator i nadzieja na przyszłość

Wypada powiedzieć co warte są owe karabinki.
Industry Brand B3 warte jest tyle, ile kosztuje w fabryce w Chinach. Jak ktoś nie lubi albo nie chce „dłubać”, to ten karabinek nadaje się do strzelania na kilka metrów do dużych celów. Do tarczy na max. 10 m, aby wyniki dały się liczyć. Po przeróbkach nieco (z podkreśleniem na nieco) się poprawia.
Z sharpa jestem zadowolony. Po miesiącu ćwiczeń mogę w ciągu dnia wystrzelić bez problemu 300 śrutów, wcześniej ręce bolały po 50. Pompuję max. 6 razy, wystarczy do strzelania na 20 m. Na 40 m dodaję siódmą pompkę. Wiatrówka jest w miarę celna. Nadaje się także do grilowej demolki. Znajomi z bazarowymi sprężynami nie mają szans.
Industry Brand QB79... cóż... ten karabinek w tej klasie cenowej bardzo mi „podszedł”. Kupiłem przeterminowaną (nabitą) dużą gaśnicę i przetoczkę, teraz nie mam problemu z gazem. Tarcza z testu jest tylko nieco lepsza od tarczy sharpa, ale bywało znacznie lepiej (nie dziś). Do znajomych z kubitą nie jeżdżę. Wrogów mam dostatek. Strzelanie z niego (niej?) bardzo podoba się żonie i córce (przeładowywanie to przyjemność), zwłaszcza gdy w coś trafiają. Ze „szczelBy część trzecia” nie lubiły strzelać. Bały się naciągać, śrut latał jak mucha nad szambem, a w dodatku zdarzały się samopały (opanowałem ten problem) co powoduje, że „SzczelB-y” mogą skutecznie zniechęcić do tej formy rekreacji. Ostatnio żona powiedziała, że nie bardzo takie karabinki jej się podobają, bo to trzeba ładować, składać się do strzału itp. Pistolet byłby fajniejszy. Z uwagi na jej urodziny Walther PPK/s jest w drodze (jeszcze o tym nie wie). Specjalnie szukałem coś taniego z blow-back. Jak widać króliczków do gonienia ci u nas dostatek i stado się rozrasta (jak to u królików). Mam nadzieję, że nikt nie zasnął przy tej epopei i komuś się przyda.
A wszyscy strzelali długo i celnie i piwa nikomu nie brakło.


Autor: Andrzej "Hun" Mazurek
Zdjęcia: autor


portret użytkownika JesperKyd

karabinki ze "wschodniej bajki"

Tak jak napisałeś.

Wcale nie musimy wydawać tysięcy PLN, aby się dobrze bawić!

A być trendy i kupić HW lub AA (gdyż tak na forach doradzają) to nie sztuka. To snobizm!


BMK 40 Hogan® + 6-24x50AO , ИЖ-61+ 2-6x32AO, C 2240

Tu nie o to chodzi.

Nikt rozsądny nie wydaje kasy po to, aby być "trendy", tylko po to żeby wiatrówką trafiać mniej więcej (w zależności od umiejętności - tam, gdzie celuje.) Sam po długich poszukiwaniach i dzięki pomocy Kolegów z forów wiatrówkowych nabyłem HW i jestem bardzo zadowolony. Dla mnie dobra zabawa to nie samo posiadanie "zabawek", ale przede wszystkim ich użytkowanie. Nie twierdzę, zę wszystkie chinki są do wyrzucenia i do niczego się nie nadają. Najważniejsze, żebyś Ty był zadowolony. I pomyśl, jeżeli dobrze bawisz się chinką - to jak bawiłbyś się niemką ?


portret użytkownika Julius

Aby się dobrze bawić.....

Aby się dobrze bawić..wcale nie potrzeba wydawać pieniędzy..

I strzelectwo jak każde hobby kosztuje,chyba że zbierasz kapsle wtedy może i nie kosztuje nic..Jeśli ktoś jest poważnie w temat wciągnięty..i może sobie pozwolić na sprzęt za "X"-tysięcy, i taki sprawi mu przyjemność ,to ze snobizmem nie ma nic wspólnego..Lubię HW i taki też posiadam to mam strzelać z gorszego ponieważ Ty tak uważasz?? To jest kwestia gustu i co komu leży a nie "być trendy".

Może zastanów się ,czemu na forach doradzają sprzęt wyższej klasy..Druga zaś sprawa to, żeby kupić lepszy jakościowo karabinek nie musisz wydawać "tysięcy",trochę cierpliwości i można znaleźć sprzęt za stosunkowo niewielkie pieniądze.


Full Metal Jacket

portret użytkownika Barsztik

Powiem wam, że od dłuższego

Powiem wam, że od dłuższego czasu chcę sobie odłożyć pieniąchy na Slavie, a może na coś ładniejszego (bo slavia na mój gust to brzydal), ale korci mnie zakup sharpa. Już bym go dawno kupił, gdyby nie świadomość, że 200zł wydane na sharpa, to 200zł dalej od slavi. Niestety co się coś uzbiera na slaviowej kupce, to sumienie nie pozwala wydać 600-700zł na rozrywkę :(.



Ale do rzeczy:

Za równo zgadzam się, jak i nie zgadzam się z tą tezą o snobizmie.

1. można się doskonale bawić chinką - tylko dość szybko się nudzi gdy zaczynasz zauważać, że nie ograniczają Cię twoje umiejętności strzeleckie tylko sprzęt. Odechciewa się treningu, jak dochodzisz do wniosku, że szybciej przedziurawisz tą puszkę jak ją dźgniesz metalowym prętem.

2. Snobizmem jest wydawanie tysięcy żeby być "trendy"

ale

3. kupujemy karabinek na miarę naszych potrzeb i możliwości. Gdybym chciał tylko strzelać do puszek przy grillu, to już dawno kupił bym sharpa lub qubitę. Gdybym miał full kasy, a mimo to interesowały by mnie tylko puszki, to zapewniam cię, że bym kupił karabinek jak na olimpiadę. A co mi tam? Dlaczegóż ktoś kto ma "grube tysiące" nie miał by ich lekką ręką wydać na karabinek za "grube tysiące" do strzelania do puszek, doniczek czy czego tam jeszcze. W końcu po to zarabiamy pieniądze by z nich kożystać.

4. Są "maniacy" (w pozytywnym sensie) dla których karabinek za "grube tysiące" to karabinek na miarę ich potrzeb bo strzelają po mistrzowsku.


portret użytkownika Harwit

"Każdemu wedle potrzeb"

Zagadzam się z poprzednikiem, że "każdemu wedle potrzeb". Osobiście jestem zakochany w Hatsanach, aktualnie molestuję model 95:) Wiem że są lepsze, celniejsze, bardziej niezawodne, ale jako "weekendowy snajper" nawet nie planuję zakupu niczego ponad poczciwego "kebaba". Puszki, pudełka po dropsach oraz kapsle i tak nie mają szans z moją "Aiszą" :))